Różne oblicza slow life

Życie w rytmie slow według Magdy – post gościnny

Dziś kolejny post gościnny o slow life.
W tym cyklu pytam fantastyczne kobiety, czym jest dla nich życie w rytmie slow. Jak w różnych zakamarkach świata udaje im się wprowadzać slow life do codzienności.
Sama jestem niezwykle ciekawa ich historii. I czekam na nie z niecierpliwością.

Czas na Magdę – Coaching Serca

Słowo wstępu

„Czym jest dla mnie slow life?”
To chyba podejście do życia, w którym pomimo (czasami!) dużej ilości pracy jest obecna uważność i łapanie chwil takich jakie są. Czerpię podobną przyjemność i satysfakcję z rozmowy coachingowej w kawiarni z klientką, jak i podczas biegania po lesie z mężem. Szczerze mówiąc swoje slow life – według mnie – mamy w głowie i w sercu. Bo na pozór – możesz żyć powoli, mieć całe mnóstwo czasu na „pierdoły”, a nie czuć z nich radości. Nie czerpać pełnymi garściami ze swoich przeżyć – tych większych i tych drobnych, codziennych. 

Różne oblicza slow life

W moim przypadku, kiedy byłam studentką i miałam sporo wolnego czasu – nie żyłam slow. Bardzo często mój umysł zawalony był zmartwieniami, nieustannymi obawami o wszystko… o to, co przyniesie przyszłość, o to czym się zająć, o to, że marnuję swój czas zamiast robić karierę… tylko gdzie i jak? Podobnie było gdy wykonywałam różne prace już po studiach nie do końca spójne z moimi aspiracjami i talentami, np. męczyłam się w banku, albo w administracji biurowej. Czułam, że się duszę i nie potrafiłam „oddać się relaksowi” po pracy. Nie żyłam slow – bo mój umysł nie zwalniał nawet na chwilę. To był problem. 

Slow life – to można powiedzieć slow head. Przestrzeń na spokojny umysł, który ma w ciągu dnia momenty na odpoczynek. I który nie buduje nieustannie przykrych wizji, nie zajmuje się ocenami, nie kierują nim obawy, lęki, oczekiwania. To umysł przez nas okiełznany, który działa na naszą korzyść – współpracuje, uczy się wzmacniających nas przekonań, nie oczekuje od nas perfekcji, jest użyteczny. A gdy trzeba – odpoczywa, a my w tym czasie możemy delektować się na przykład sesją qi-gong na macie, czy wspólną kawą z przyjaciółką, albo czasem biegowego mindfulness.

Różne oblicza slow life

Punkt zwrotny

Punktem zwrotnym na mapie mojego życia i odnajdywania slow life okazał się poważny kryzys zdrowotny, z którym przyszło mi się zmierzyć. Okazało się, że miałam wcześniej całe mnóstwo powodów do wdzięczności i radości, miałam ogromne możliwości kreowania mojego życia po swojemu – ale nie do końca z nich korzystałam, bo nie wierzyłam w siebie.

Kiedy posypało się zdrowie i przyszły dni, w których naprawdę miałam racjonalny powód do tego, żeby się martwić – zaczęłam rozumieć, że warto wiele rzeczy zmienić. Wykorzystałam czas zdrowienia na wprowadzenie wielu rytuałów do mojej codzienności. Intensywnie pracowałam z przekonaniami, czytałam inspirujące, wzmacniające mnie książki, zdrowo gotowałam (praktycznie przeszłam na dietę wegetariańską), dałam swojemu ciału cudowne, regularne spacery, marszo-biegi, a w końcu kiedy było to możliwe także biegi. Zaczęłam całym sercem doceniać drobne rzeczy i skoncentrowałam uwagę na tym co ważne i piękne w moim życiu. Wiem, że to brzmi jak bajka, ale choroba okazała się być dla mnie szansą. I choć przeszliśmy z mężem wiele trudnych momentów, bo nie było wiadomo czy uda mi się w pełni wyzdrowieć  – to zaczęliśmy bardziej doceniać to co mamy. 

Różne oblicza slow life

Różne oblicza slow life

Nasze slow life to po prostu wspólne chwile – kolacja przyrządzona w ukochanej kuchni, chwila relaksu w ogródku, zabawa z naszymi adoptowanymi kotkami Luną i Stellą, wspólne bieganie po lesie, ulubiony serial na Netflixie oglądany pod kocem z gorącą herbatą, przepyszna jajecznica zjedzona nieśpiesznie w sobotni poranek – to mieszanka hygge i mindfulness. 

Ale slow life to dla mnie także dawanie sobie przestrzeni na świadome bycie sobą. Podejmowanie decyzji w zgodzie z sercem.. nie zawsze łatwych, ale spójnych z moimi wartościami, potrzebami. Kiedy wychodziłam z choroby serce podpowiedziało mi, żebym zrealizowała swoje wielkie marzenie o napisaniu książki. Tak powstała „Zdrowa Nadzieja” pełna mindfulness, dobrej energii i siły książka dla wszystkich, którzy zmagają się z kryzysem w swoim życiu. Później zaczęłam krok za krokiem zmieniać swoje życie zawodowe. Powstał mój blog, ukończyłam szkołę coachingu i zaczęłam wspierać inne Kobiety na drodze do uważnego życia bliżej siebie, z pasją. Kocham to co robię i chociaż prowadzenie własnej działalności to naprawdę dużo pracy – to staram się czerpać z niej jak najwięcej radości i wykonuję ją uważnie. Dzięki temu moje życie jest pełne spełnienia, wewnętrznego spokoju, że jestem sobą i robię coś pożytecznego dla innych. 

Różne oblicza slow life

No właśnie… slow life. To dla mnie wbrew pozorom nie jest masa wolnego czasu i oddawanie się błogiemu lenistwu (chociaż je również doceniam od czasu do czasu!). To takie życie, w którym DOCENIAM każdą chwilę. Lubię bycie freelancerem – dzięki temu mam przestrzeń na zatrzymanie, kiedy moje ciało się o to upomina, a nie kiedy pozwoli mi na to szef i grafik. 

Slow life to także samoakceptacja, dawanie sobie chwil wytchnienia, kiedy tego potrzebujemy, docenianie naszego życia i robienie tego co kochamy. Slow life to SPOKOJNY, dający nam poczucie bezpieczeństwa UMYSŁ. Cały czas nad tym pracuję – myślę, że warto!

za zdjęcia dziękuję autorce tekstu

Inne posty gościnne o slow life: