slow life według Hanki

Życie w rytmie slow według Hanki – post gościnny

Nadeszła pora na kolejny post gościnny o slow life.
W tym cyklu pytam fantastyczne kobiety, czym jest dla nich życie w rytmie slow. Jak w różnych zakamarkach świata udaje im się wprowadzać slow life do codzienności.
Sama jestem niezwykle ciekawa ich historii.
Zapraszam na nie w każdą pierwszą sobotę miesiąca. 

A już dziś Hanka z bloga Hanka Saqib

Slow life w drodze

Za młodu włóczyłam się po Europie. Rok mieszkałam w Niemczech, potem skończyłam studia magisterskie w Walii Północnej i wylądowałam na stażu w Komisji Europejskiej w Brukseli. Ale nigdzie nie mogłam się odnaleźć, cały czas czegoś mi brakowało, miotałam się. W pewnym momencie dotarło do mnie, że może szukam szczęścia na niewłaściwym kontynencie. Wróciłam do Polski, zrobiłam certyfikat dla nauczycieli angielskiego uprawniający mnie do pracy na całym świecie. Wkrótce z biletem w jedną stronę siedziałam już na pokładzie samolotu do Indii. Było to niemal dziesięć lat temu i od tamtej pory na stałe do Europy już nie wróciłam.

W Wietnamie okazało się, że uczenie angielskiego za granicą to zawód, który doskonale do mnie pasuje, a na dodatek, pomimo bycia nie native speakerem, jestem w nim dobra. Znalezienie powołania spowodowało, że wreszcie wyciszyłam się i zaczęłam się cieszyć każdą chwilą i dniem w zwariowanym Hanoi. Żyłam uważniej.

Jakiś rok później, zupełnym przypadkiem, na który złożyło się wiele zbiegów okoliczności, spotkałam w Wietnamie mojego przyszłego męża, Saqiba z Pakistanu. Od tamtej pory, ostatnie osiem lat, mieszkaliśmy w sześciu krajach: Wietnamie, Tanzanii, Dubaju, Arabii Saudyjskiej, Nigerii i teraz w Beninie. I wszystko wskazuje na to, że lada moment znowu będziemy się przeprowadzać. Dokąd? Jeszcze nie wiemy. Dla wielu osób taki brak stabilizacji byłby źródłem trosk i niepokoju, my jednak podchodzimy do naszej włóczęgi z pogodnym spokojem. Nie przywiązujemy się do miejsc, bo dom jest wszędzie tam, gdzie akurat przebywamy. Najważniejsze, żebyśmy byli razem.

Więc czym jest dla mnie slow life?

slow life według Hanki

slow life według Hanki

Zwolniliśmy

Życie w Azji i Afryce toczy się innym rytmem, toteż po wyjeździe z Europy z radością zauważyłam, że dni zrobiły się jakieś rozciągliwe i elastyczne. Mieliśmy dużo wolnego czasu, a i nasi znajomi też donikąd się nie spieszyli. Życie towarzyskie kwitło, jak nigdy dotąd. Leniwe popołudnia spędzaliśmy na pogaduszkach przy kawie, gotując razem z przyjaciółmi tradycyjne potrawy lub na wypadach poza miasto. Poznawaliśmy coraz więcej niesamowitych osób, z którymi nadawaliśmy na tych samych falach, mimo że wywodziliśmy się z odmiennych kultur i wyznawaliśmy inne religie. To właśnie ludzie napotykani po drodze sprawiają, że nie zamienilibyśmy naszego stylu życia na żaden inny. Dzięki nim cały czas się rozwijamy, uczymy się na nowo postrzegać rzeczywistość. Przechodzimy nieustanne metamorfozy.

Pozbyliśmy się nadmiaru

Kiedy w Polsce prowadziłam osiadły tryb życia, uwielbiałam gromadzić i chomikować. Zwłaszcza książki i płyty. Może dlatego, że należę do pokolenia, które dorastało jeszcze w erze analogowej. Życie w drodze siłą rzeczy zmusiło mnie do zmiany przyzwyczajeń. Teraz wystarczy, że spakuję paszport, kartę kredytową, Kindla, aparat fotograficzny, kilka ciuchów i jestem gotowa. Zmiana ta oczywiście nie nastąpiła z dnia na dzień. Przełomowa była ta chwila, kiedy po niespełna półtora roku spędzonym w Tanzanii, zaczęliśmy się pakować, aby przenieść się do Dubaju. Przeraziło nas wtedy, jak dużo nagromadziliśmy, w tak krótkim czasie. Większość rzeczy porozdawaliśmy, ale od tamtej pory postanowiliśmy robić zakupy uważniej i bardziej świadomie. Choć jeszcze niestety nie udało mi się skompletować szafy składającej się tylko z dwunastu, odpowiednich na każdą okazję ubrań. A jest to mój niedościgniony ideał. Przestaliśmy też kupować pamiątki. Zamiast przedmiotów, kolekcjonujmy doświadczenia, znajomości, wspomnienia, no i oczywiście zdjęcia, ale tylko w wersji cyfrowej.

slow life według Hanki

Zdrowsza dieta

Po wyeliminowaniu zbędnych rzeczy, przyszedł czas przyjrzenie się temu, co jemy. Choć wcześniej byłam zagorzałym mięsożercą, pięć lat temu zostałam wegetarianką. Tradycja jedzenia psiego mięsa w Wietnamie skłoniła mnie do zastanowienia się nad wyznawanymi przeze mnie wartościami. Dotarło do mnie, że skoro bulwersuje mnie pies wbity na rożen, to takie same emocje powinna wzbudzać we mnie świnia albo kurczak. Potem w Serengeti na safari doszłam też do wniosku, że nie mogłabym, jak przepiękne dzikie koty, polować na zwierzęta. Szczególnie, że nie miałam ostrych pazurów. Po latach wcinania mięcha, odkryłam, że w głębi duszy byłam jednak jaroszem. Przyzwyczajenie się do kuchni wegetariańskiej przyszło mi niespodziewanie łatwo. Zaczęliśmy też gotować więcej potraw pakistańskich i indyjskich.

Za czym tęsknię?

W Europie dużo spacerowałam, bo od dziecka miałam psy. Jeśli czegoś mi teraz brakuje, to właśnie długich spacerów po polskim lesie. W Azji i na Bliskim Wschodzie były parki, ale tu w Afryce prawie nie ma chodników, a na plażach jest zbyt niebezpiecznie, bo w każdej chwili może podejść pan z nożem i poprosić o twój portfel i zegarek. Poza tym w Afryce nie istnieje kultura chodzenia na spacery, tutaj chodzi się po to, żeby pozałatwiać sprawy, a potem wraca się do domu, albo spędza czas w ulicznych knajpkach i kawiarenkach. Szwendanie się bez celu, to jeden z tych niezrozumiałych pomysłów człowieka Zachodu. Więc kiedy spędzamy wakacje w Europie, nadrabiamy spacerowe zaległości, w miarę możliwości staramy się nie używać innego środka transportu.

za zdjęcia dziękuję autorce tekstu

Przeczytaj pierwszy post z tego cyklu i dowiedz się czym jest slow life dla Ani.