weganin w gościach

Weganin w gościach – czy można przeżyć?

Jakiś czas temu na moim blogu pojawił się wpis o gościach u weganina. Opowiadałam w nim, jak to serwuję moim gościom dania wegańskie i jak to trzęsą im się uszy podczas jedzenia takich smakołyków.

Ostatnio nasi ulubieni goście, na których najczęściej testujemy wszelkie wegańskie dania opowiadali, jaka ta wegańska kuchnia jest smaczna. Cieszę się, że dzięki nam mogą tego spróbować. Tym bardziej, że nigdy wcześniej nie mieli z weganizmem do czynienia.

Jest to niezwykle przyjemny komplement i tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że fajnie jest dać ludziom spróbować rzeczy, których nie znają z własnej kuchni. Wychodzę z założenia, że nic im się złego nie stanie, kiedy na jeden posiłek odłożą na bok mięso i nabiał.

A mi? Wegance w gościach?

Sprawa wygląda zupełnie inaczej, kiedy sytuacja się odwraca. Jak radzi sobie weganin w gościach u nieweganina? Czy da się z tym żyć? Oczywiście wszystko zależy od twojego podejścia, a o moim zaraz ci opowiem.

Weganin w gościach

Kiedy byłam jeszcze na diecie wegetariańskiej, już wtedy czułam się źle, że narzucam ludziom swoją dietę. Może inaczej, to zawsze ludzie czuli się źle, że nie potrafią przygotować wegetariańskiej potrawy, lub że nic specjalnego dla mnie nie mają, itd.

Przy kuchni wegańskiej jest o wiele trudniej. Sama się o tym przekonałam, kiedy zaczęłam gotować w domu po wegańsku. Nagle okazało się, że gotować to ja w ogóle nie potrafię. A byłam już przecież wcześniej na diecie wegatariańskiej.

Jeśli jestem do kogoś zaproszona, zazwyczaj proponuję więc, że coś przyniosę. Czasem jest to dodatek do obiadu czy kolacji albo deser. Wtedy jest to danie wegańskie. Mam też pewność, że przynajmniej pojawi się na stole coś, co będę mogła zjeść i nie umrę z głodu podczas imprezy.

Nie oczekuję od ludzi, których odwiedzam, że postawią przede mną wegańskie danie, a na deser dostanę wegańskie ciacho z sojowym mlekiem do kawy. Oni u mnie też nie zaznają sera. Pogodziłam się z tym, że kiedy idę w gości to porzucam dietę, żeby nie robić nikomu przykrości. Mnie się naprawdę nie stanie krzywda, jeśli raz na jakiś czas zjem grecką sałatkę z fetą.

Wyjściem z sytuacji też nie zawsze może być umówienie się „na mieście”. Niestety nadal wiele knajp nie ma w ofercie dań wegańskich.
Abstrahując od głównego tematu, nie mogę przestać się dziwić, że w dzisiejszych czasach, kiedy jest taki boom na weganizm i wegetarianizm, nadal w niektórych miejscach nie pojawia się choćby jedno danie bezmięsne w menu.

Nie biczuj się

Tak więc, kiedy idę w gości po prostu trudno, świat mój się nie zawali…

Większość czasu i tak spędzam w domu, w moim wegańskim świecie, i mam naprawdę spokojne sumienie. Nie chcę sobie narzucać niepotrzebnego stresu. Przecież w życiu w ogóle nie o to chodzi, żeby się biczować.

Otaczam się jednak wspaniałymi osobami. Niejednokrotnie zdarzyło się tak, że ludzie biegną na drugi koniec miasta po wegańskie ciasto, byle sprawić mi frajdę. Niektórzy robią ciacho z awokado, fasoli czy czegoś innego, żebyśmy mieli coś smacznego do kawy. Wszystko to jest niezwykle miłe. Dlatego uważam, że nie powinno się przychodzić w gości i zadzierać nosa, mówiąc: to jest be, a to jest fuj. To ma jajko, a tamto plasterek sera i łyżeczkę śmietany.

Może się też zdarzyć tak, że ludzie nie do końca kojarzą pojęcie weganizmu. Może ktoś gotował specjalnie dla nas, w pocie czoła, ale nie zdawał sobie sprawy, że jajko nie jest wegańskie…

Można ludzi uświadamiać, mówić o swojej decyzji. Czasem chętnym podrzucać przepisy i zapraszać do siebie na inną kuchnię. Nie powinno się z tą dietą ukrywać, ale ja też nie lubię się z nią obnosić, a przede wszystkim nie lubię robić przykrości innym. Jeżeli nie żyjemy w wegańskim czy wegetariańskim środowisku, dla innych i tak jesteśmy wystarczająco odjechani. Niech myślą, że jednak mamy równo pod sufitem…

Pamiętajmy o tym – weganizm to nie jest alergia, od zjedzenia nabiału nie schodzi się nagle z tego świata.

Mi wcale nie przeszkadza bycie weganką w gościach. Najważniejszy jest i tak czas spędzony z najbliższymi i wspaniały wieczór w rytmie slow…
Ale… najbardziej lubię mieć ludzi u siebie i gotować im w moim stylu…