Staffik polarny, czyli pies na końcu świata

Mam przyjemność poznawać w sieci wielu odjechanych ludzi. Z jednym psem, dwoma, TRZEMA (szaleńcy!). Z kotem w podróży, psem przeprowadzającym się do Dubaju, psami z Chin (szaleńcy!) lub z Kataru. Znam też psy podróżujące po Ameryce Południowej, bo Europa się stała zbyt mała… Można wymieniać i wymieniać…

Do tych pozytywnie zakręconych ludzi zalicza się także Zuza, która pewnego dnia spakowała siebie i swojego psa, i wyprowadziła się na koniec świata. Dokąd? Na koło podbiegunowe!

Zuzę i Majora (Staffik polarny) znajdziesz na Instagramie. Czasem znajdzie się coś zielonego na ich zdjęciach…

Zanim przejdę do pytań o psiego podróżnika, muszę, bo się uduszę – dlaczego Svalbard? Bo kochasz zimę?

Nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy kocham zimę. Kochałam wrócić do drewnianego domku w górach, po całym dniu na stoku narciarskim i pić ciepłą kawę a teraz po prostu w takim mieszkam na końcu świata. To był czas w moim życiu kiedy podejmowałam bardzo dużo spontanicznych decyzji, więc z łatwością dałam namówić się ukochanemu na tak wielką zmianę. Do zimy już przywykłam.

Co tam porabiasz oprócz opiekowania się swoim psyjacielem?

Praca zajmuje mi bardzo mało czasu, w mięsiącu mam 2 tygodnie wolnego, więc mogę w zupełności oddać się spędzaniu czasu na przyjemnościach. Nie mam określonego planu, jak chciałabym, żeby wyglądał mój tydzień. Budzę się i w zależności od pogody, nastroju, chęci chodzę na spacery, robię na drutach, jeżdżę na małe wypady podziwiać ptaki, renifery, bieługi, szukać lisków, albo spędzam pół dnia w kawiarni z ludźmi, którzy bardzo szybko stali się mi bliscy. Mieliśmy wielkie plany na intensywny sezon dogtrekkingowy, ale ze względu na aktualny stan Majora, musimy jeszcze trochę zaczekać.

Kim jest Major, jak do Ciebie trafił i jak długo z Tobą żyje?

Major jest 4 letnim staffikiem, był bardzo przemyślaną decyzją. Potrzebowałam 3 lata, żeby z pełną świadomością kupić kolejnego psa po stracie swojego pierwszego przyjaciela. Trafił do mnie z hodowli FCI jako 8 tygodniowy, najbardziej denerwujący na świecie szczeniak i gryzący człowieka we wszystko, co popadnie.

Teraz jest bardzo nostalgicznym i wrażliwym pieskiem. Lubi się przytulać tylko wtedy, kiedy sam przyjdzie i sobie tego zażyczy, kocha piłeczkę i chrumkającą świnkę. Do tej pory żyliśmy w Polsce w stadzie powiększonym o adoptowaną ponad 10-letnią stafficzkę Fejcie. Jednak mimo załatwienia wszystkich dokumentów dla obu moich psów, podjęłam decyzję, że ze względu na jej stan zdrowia bezpieczniej, żeby została z moją Babcią na wspólnej emeryturce. 

staffik polarny

Dlaczego zdecydowałaś się, że pies przenosi się z Tobą?

Najpierw dowiedziałam się o wszystkich możliwościach i formalnościach związanych z wyprowadzką z psami na Svalbard, a potem dopiero zdecydowałam, że mogę o tym w ogóle myśleć przyszłościowo. Jeśli nie mogłabym żyć tu z żadnym z moich psów, potraktowałabym ten wyjazd bardziej wakacyjnie i wróciła po miesiącu/dwóch. Właściwie taki był wstępny plan, zanim nie kupiłam biletu w jedną stronę.

A jak zareagowali Twoi bliscy na to, że wyprowadzacie się na koło podbiegunowe?

Reakcje były bardzo podobne. Cytując: „Oszalałaś? Ty chyba sobie żartujesz? Z konia spadłaś? Przecież tam jest zimno!”.

Nieliczni stwierdzili, że to super decyzja i mnie w tym wspierali, za co do tej pory jestem im bardzo wdzięczna. Wielu osób, które nie rozumiały moich decyzji już w moim życiu nie ma. Myślę, że mój wybór nie był łatwy do zaakceptowania.

Czy łatwo było zabrać Major ze sobą?

To była droga usłana przeszkodami, poważnie. Musiałam tu spędzić bez niego 4 miesiące, ale gdyby nie terminy i cała dokumentacja mógłby być ze mną już po dwóch.

Jak wyglądały formalności? O jakie badania musiałaś zadbać, jakie szczepienia były obowiązkowe? 

Formalności w Polsce to przede wszystkim paszport, szczepienie na wściekliznę i badanie przeciwciał po przynajmniej miesiącu od szczepienia (i kolejny miesiąc czekania na wyniki badań). Szczepienie na choroby zakaźne, profilaktyka przeciwko ekto- i endopasożytom. 

W przypadku staffika, również rodowód FCI, ze względu na restrykcyjne prawo wobec posiadania amstaffów, pitbulli i mixów tych ras w Norwegii.

Formalności na Svalbardzie to  umowa o pracę na czas dłuższy niż 6 miesięcy, która dała mi możliwości wpisania się na listę rezydentów Svalbardu. Bycie rezydentem umożliwia otrzymanie pozwolenia na wwóz psa. Na pozwolenie czeka się do 4 tygodni (norweskie urzędy nie działają szybciej niż polskie) i razem z wnioskiem trzeba wysłać wszystkie wyniki badań oraz dokumenty psa załatwione w Polsce. 

Czy korzystałaś  pomocy firmy transportowej czy załatwiałaś wszystko na własną rękę?

Wróciłam po niego do Polski, ale korzystałam z ogromnej pomocy i doświadczenia właścicieli/hodowców wysyłających lub latających z psami do Norwegii. Ja się sama boję latać, a co dopiero z psem!

staffik polarny
staffik polarny

Czy zorganizowanie przelotu było trudne? Na jakiej trasie lecieliśmy? Był to bezpośredni lot?

Musieliśmy dograć samolot z Polski do Oslo i kolejny z Oslo na Svalbard. Nie ma tu nigdy lotów bezpośrednich, a dodatkowo w Oslo jest kontrola weterynaryjna i paszportowa na lotnisku. Czas między przesiadkami nie mógł być krótszy niż 2 h. Super udało się to zgrać, bo czekaliśmy tylko 5 h, a inną opcją było czekanie całej nocy. Uciążliwe było natomiast dzwonienie po infoliniach różnych linii lotniczych i dopytywanie o szczegóły, rezerwacja miejsc dla psa, dowiadywanie się o akceptowane transportery itd. Ja mam zawsze dużo pytań, więc myślę, że byłam trudnym klientem.

Jak Major zniósł podróż samolotem?

Lepiej niż ja. Już po pierwszym locie do Oslo, kiedy go odebraliśmy wiedziałam, że moja panika była zupełnie nieuzasadniona. Odebrałam całkowicie wesołego, normalnego pieseczka. Pytałam go jak było, ale on nie mówi za wiele. Za to wyraźnie pokazuje wszystkie emocje i widać po nim od razu, kiedy dzieje się coś złego. Jestem przekonana, że gdyby była to dla niego trauma, nie zobaczyłabym przez kilka dni w nim żadnej radości i podekscytowania a jedynie wycofanie i brak energii.  

Jak zabezpieczona była jego klatka i jak wygladała procedura na lotnisku?

Nie było żadnych dodatkowych zabezpieczeń transportera. Kupiłam taki z atestem IATA, wymaganym do przelotu psa, firmy, którą zaakceptował mi i LOT i SAS. Od siebie dodałam tylko dodatkową kartkę doczepioną do klatki z docelowym miejscem podróży i z numerami telefonów do nas oraz profilaktycznie do jednej osoby będącej w Polsce. Na lotnisku musieliśmy nadać go w tym samym miejscu, gdzie nadaje się bagaże specjalne/niewymiarowe. Sprawdzili chip i paszport, i w zasadzie to było tyle jeśli chodzi o kontrolę.

Procedura w Oslo była niemal identyczna. Nie spotkały nas żadne utrudnienia. W Longyearbyen, czyli w mieście, w którym mieszkamy, musieliśmy dodatkowo okazać pozwolenie na wwóz psa i wypełnić kilka formalności związanych z rejestracją Majora na wyspie. Nie było to nic więcej niż jeden arkusz z naszymi danymi, które w zasadzie i tak już mieli.

Jakie poniosłaś koszty w związku z przewozem? Czy możesz nam je wyszczególnić?

Postaram się to w miarę wyszczególnić, aczkolwiek moja pamięć stara się wypierać takie kosmiczne wydatki, więc z pewnością trzeba brać na to poprawkę, też w zależności od laboratorium, lecznicy, firmy itd. 

  • Szczepienia (wścieklizna i choroby zakaźne) – ok. 80 zł
  • Profilaktyka przeciwpasożytnicza -ok. 150 zł
  • Paszport – 100 zł
  • Badania przeciwciał w kierunku wścieklizny – ok. 250 zł
  • Legalizacja paszportu przez lekarza powiatowego– 26 zł
  • Badanie kliniczne przed podróżą 20-30 zł (to była jakaś urzędowa opłata przy legalizacji paszportu, niewielka kwota, ale ustalona z góry u lekarza powiatowego)
  • Transporter lotniczy z atestem IATA i niesamowicie pomocnymi kółkami – 400 zł
  • Bilety dla mnie w obie strony ok 2500 zł
  • I bilety dla pieseczka – 600 + 350 zł

Spokojnie można dodać do tego jeszcze przynajmniej 1000 na wszystkie niezbędne rzeczy, dla psa które musiałam przywieźć na Svalbard, jak kurtki, buty, drobne lekarstwa itd.

Śmiałam się, że na tę całą inwestycję przylotu Majora musiałam poświęcić i sprzedać mój cudowny 15-letni samochód…

staffik polarny

Jak Wam się żyje w nowym miejscu, czy ludzie tam są przyjaźni psom?

Żyje się bez pośpiechu. Major całkowicie zaakceptował klimat i już po 2 zimowych tygodniach stał i czekał na zakładanie kurtki przed spacerem. Dla terriera takie miejsce jest pełne ciekawych bodźców i zapachów. Z wielką fascynacją obserwuje renifery chodzące przed domem albo węszy kaczki na spacerach. Kilka razy się zakochał.  Przede wszystkim ja jestem dużo mniej zestresowana, co wpływa bardzo mocno na moją relację z psem. 

W większości ludzie tutaj mają psy zaprzęgowe, pracujące. Ale tych „miejskich” też jest całkiem sporo. Na pewno z psami nie wchodzi się do żadnych publicznych miejsc, ale też ta cała svalbardzka społeczność daje takie poczucie bezpieczeństwa, że naprawdę nie mam obaw zostawiać go na chwilkę i wskoczyć do sklepu.

Myślę, że ludzie są przyjaźni psom, wykazują dużo zrozumienia i troski kiedy mówisz, że nie przyjdziesz do pracy, bo twój pies choruje. 

Mówiłaś, ze wyspę zamieszkuje na stałe 2000 osób. A ile psów?

Nasze miasteczko zamieszkuje o 2000-2100 osób na stałe, ale na wyspie jest jeszcze jedno mniejsze miasto Barentsburg (rosyjskie, ok. 800 rezydentów), kilka małych osad jak np. Pyramiden (9 osób na stałe) i stacje badawcze, w tym Polska Polarna Stacja Badawcza w Hornsundzie. 

Jeśli chodzi o psy, nie mam zielonego pojęcia. Ale chyba spróbuję się dowiedzieć, bo to w zasadzie ciekawa informacja. Na pewno jest kilka firm turystycznych oferujących wycieczki psimi zaprzęgami i każda z nich ma około 100 psów. Może łącznie ok. tysiąca psów na wyspie? Absolutnie strzelam, ale jak się dowiem to puszczę taką informację na Instagramie.

Jakie główne problemy odczuwasz żyjąc z psem na Svalbardzie?

Przede wszystkim czuję lęk przed poważną chorobą Majora. Jesteśmy akurat świeżo po bardzo poważnej operacji. Był w tak złym stanie, że nie dostał pozwolenia na powrót do Polski. Nie mieliśmy opcji wybrać lekarza, lecznicy, anestezjologa. Musieliśmy zdecydować się na operacje w jedynym istniejącym gabinecie, bo kwestią było ratowanie naszego psa.

Wyobraźcie sobie teraz, że nie macie możliwości wsiąść w auto i pojechać do jednej z wielu całodobowych klinik, powybrzydzać na miłego/niemiłego lekarza, ponarzekać, że za drogo, za wolno. Musicie po prostu ufać, że lekarz zrobi co w jego mocy, żeby uratować waszego psa. Byliśmy przerażeni, nie było cudownych lekarzy z lecznicy Anda w Konstancinie i chociaż dzielnie wspierali nas telefonicznie to moja panika była ogromna. Swoją drogą należy im się medal za cierpliwość. Po fakcie już wiem, że mogę całkowicie zaufać zespołowi, który opiekował się Majorem na Svalbardzie, ale przyzwyczajona do luksusu weterynaryjnego w Polsce miałam wiele obaw. I zero opcji. 

To jest największa moja rozterka, ale mam kilka mniejszych oczywiście. Tak długo jak leżał śnieg, pazury do obcinania co dwa tygodnie. Po przylocie Majorowi wyłysiały uszy. Sierść odrastała dobre 1,5 miesiąca. Teraz myślę, że to zdecydowanie reakcja na zmianę klimatu, duże wiatry i ogromną suszę na wyspie. 

Życie tu z samcem jest o tyle trudne, że nie ma zbyt wielu słupków i w ogóle nie ma na wyspie drzew do podniesienia nogi na spacerze. Bardzo muszę pilnować, żeby nie obsikiwał cudzych skuterów, samochodów i domów.

staffik polarny

Czy Twój pies bez problemu potrafił się zaaklimatyzować na tym końcu świata?

To była nasza siódma przeprowadzka do nowego miasta/mieszkania i zniesiona absolutnie najlepiej. Od pierwszych chwil w nowym domu czuł się jak u siebie. Jego organizm, jak wcześniej wspomniałam, przeżył lekki szok, ale psychika jak najbardziej na plus. Trochę trudniej przychodziło mu zaakceptowanie butów na spacerach, ale myślę, że i z tym dzielnie dawał radę. 

Jakie jest jego ulubione zajęcie w kraju nieustającej zimy?

Tak jak i wszędzie – aportowanie piłeczki i jeżdżenie „do lasu”. Major dostaje bzika kiedy słyszy to hasło i mimo że lasu tu nie zobaczy, cieszy się jak głupi, bo wie, że wtedy po pierwsze jedziemy gdzieś samochodem, a po drugie zobaczy piłeczkę. To cały sens jego życia. Teraz z pewnością się to zmieni i musimy znaleźć jakąś nową atrakcję zamiast piłeczki, bo to właśnie jej kawałek w jelicie był przyczyną operacji. Lubi też obserwować wszystkie stworzenia, które kręcą się za oknem. I wypoczywać na mojej wełnie, kiedy akurat próbuję robić coś na drutach.

Czy myślisz, że Major jest szczęśliwy na Svalbardzie?

Jestem przekonana, że jest szczęśliwy. Myślę, że tak długo jak ja jestem szczęśliwa to on też zbiera wszystkie pozytywne emocje z otoczenia. 

Tam to już tak na zawsze?

Nie mamy na razie jeszcze żadnego planu powrotu lub wyprowadzki w inne miejsce na ziemi. Może pomyślimy o tym bliżej Majorowej emeryturki?

Zajrzyj koniecznie na Instagram Zuzy i Majora.



Tutaj zima, a w Dubaju lato. Poznaj Buddiego.