Uwielbiam spacerować po Tokio!

To miasto jest stworzone dla pieszych, dla osób takich jak ja – poruszających się głównie komunikacją miejską. To aglomeracja o bardzo niskim odsetku posiadaczy samochodów, która cieszy się niesamowicie rozbudowanym systemem transportu, działającym bez zarzutu i docierającym do nawet odległych miejscowości poza miastem (ale nie w nocy!). Jedynym problemem może być tłok w godzinach szczytu na niektórych odcinkach. Jeśli jednak nie musimy dzielić rozkładu dnia z milionami pracowników etatowych są duże szanse na to, że nie doświadczymy tego zbyt często. Warto więc poświęcić chwilę na rozgryzienie rozbudowanego systemu, co zwróci się z nawiązką przy planowaniu spacerów. 

Pięknie, brzydko, intrygująco…

Ubieram więc wygodne buty, ładuję telefon i obowiązkowy power bank, bo aparat będzie w ruchu od rana do wieczora, a cyfrowa mapa jest mi niezbędna, by nie zagubić się w tej ogromnej miejskiej dżungli (Google Maps współpracuje idealnie i przy planowaniu i już w trakcie!). Jest tyle ciekawych, pięknych lub spektakularnie brzydkich, ale jednakowo intrygujących widoków, które, choć już uwiecznione na tysiącach zdjęć osób z całego świata, to przecież wymagają zapisu tylko dla mnie, w moim prywatnym archiwum i na mojej osobistej osi czasu. Baterie padają przy tym w mgnieniu oka, a ja – wprost przeciwnie: na fali entuzjazmu i wrażeń niepostrzeżenie pokonuję kolejne kilometry, których ilość uświadamiam sobie dopiero wieczorem. 

Dokąd tym razem?

Rano zawsze jest dylemat: dokąd tym razem? Czy mam ochotę na gwar i tłok wśród wieżowców, oszałamiające zielenią lub kolorami kwiatów parki, hypnotyczny szum wody, kojący spokój światyń i bocznych uliczek, dystans spojrzenia z góry, z jednego z wielu pięknych punktów widokowych? Najlepsze jest to, że w Tokio, przy dobrej organizacji, można doświadczyć tego wszystkiego w jeden dzień.

Idziemy na spacer po Tokio!

Pierwszy spacer (pierwszy z wielu, mam nadzieję, chociaż rozumiem, że każdy dzień jest na wagę złota w takiej podróży) proponuję zacząć od samego środka, czyli głównej stacji kolejowej Tōkyō. Nie jest ona najstarszym tokijskim dworcem kolejowym, otwarto ją zaledwie w 1914 roku, a w ostatniej dekadzie, niemalże równo sto lat później, poddano ją gruntownemu odświeżeniu. Aby jednak móc podziwiać jego efekty, musimy najpierw wydostać się na powierzchnię z ogromnych podziemnych korytarzy rodem z futurystycznego filmu. O ile oczywiście przyjechaliśmy metrem.

spacer po Tokio

Kiedy już odetchniemy świeżym powietrzem na powierzchni, przyjrzyjmy się bliżej czerwonej fasadzie budynku, który tak doskonale wyraża ducha reformistycznej epoki Meji: odejście od japońskiej tradycji, zwrot ku estetyce Zachodu po wiekach izolacji. Dziś jego rozłożysta bryła, otoczona wertykalnymi szklanymi wieżowcami, wydaje się również stawać w kontrze do otoczenia, tym razem swoją klasycznością. Aby zyskać lepszą perspektywę, polecam wjechać na ostatnie piętro domu towarowego Kitte mieszczącego się przy południowo-zachodniej stronie dworca. Znajduje się tam wspaniały taras z trawnikiem i świetnym widokiem na dworzec, łącznie z jego licznymi peronami po drugiej stronie budynku (coś dla fanów trainspottingu). Szczególnie malowniczo – lub instagramersko, jeśli ktoś woli – wygląda ten niezwykły gmach po zmroku – rzęsiście oświetlony jest nie tylko on sam, ale też plac Marunouchi przed nim oraz wszystkie obiekty aż po horyzont. Bajka!

Z ciekawostek: przed dworcem stoi elektroniczny zegar odmierzający czas do rozpoczęcia… Olimpiady. Tak, tej olimpiady Tokyo 2020, która miała się odbyć rok temu, została przełożona na 2021 (chociaż w nazwie jest nadal zeszłoroczna), a dzisiaj jej przyszłość i kształt nadal wzbudzają wiele wątpliwości, również z powodu wpadek i skandali wokół organizacji. Prawdopodobnie będzie to (jeśli się odbędzie) jedna z najdziwniejszych imprez tego typu w historii. Ale zegar się tym nie przejmuje, spokojnie odlicza czas. To już tylko 100 dni!

spacer po Tokio
spacer po Tokio

Serce Japonii

Tradycja, od której się odcinał projekt stacji na miarę i wyobrażenie XX wieku stoi tuż naprzeciwko, połączona z placem Marunouchi piękną esplanadą. To Pałac Cesarski, główna rezydencja cesarza Japonii i jego rodziny, powstały na miejscu dawnego zamku Edo, siedziby siogunów rodu Tokugawa, rządzących stąd Japonią przez ponad dwa wieki, kiedy rodzina cesarska rezydowała jeszcze w Kioto. Jednak to Edo było nieoficjalną stolicą państwa.

Pałac sam w sobie jest produktem XIX wieku, ale tutaj wzorowano się na tradycyjnym japońskim stylu. Najbardziej symboliczne jest jednak jego miejsce i otoczenie – ogromny park porośnięty bujną roślinnością, tajemniczy, niedostępny (teraz bardziej niż zawsze, bo z powodu pandemii całkowicie zamknięto już i tak limitowany wstęp dla publiczności), otoczony wysokimi kamiennymi murami i wieżami obserwacyjnymi, jak również systemem szerokich fos.

Inżynieria wodna była zresztą kwestią, którą rządzący sioguni traktowali priorytetowo. Dokonania w tej dziedzinie sprzed 400 lat zdumiewają do dziś. Przekierowywano rzeki, budując sieć kanałów, aby ochronić rozrastające się miasto przed niszczycielską siłą wody, a jednocześnie korzystać z jej dobrodziejstw w życiu codziennym. Już wtedy odzyskiwano ląd pod rozwój miasta, kosztem morza. Jedna z odnóg Zatoki Tokijskiej docierała aż pod mury zamku, w okolice dzisiejszego Parku Hibiya. Tam, gdzie dawniej były mokradła, dzisiaj jest tętniąca życiem dzielnica biznesowa, w której znajduje zatrudnienie prawie 300 tys. pracowników i gdzie, według szacunków, generuje się ok. 30% japońskiego PKB.

Nie ulega więc wątpliwości, że jesteśmy w samym sercu Japonii, gdzie stoją naprzeciw siebie władza polityczna i ekonomiczna, tradycja i nowoczesność, bujna, choć ujarzmiona natura oraz las z betonu i stali. Na dodatek główny tokijski dworzec, z którego właśnie przyszliśmy, służy za arterię tego systemu, transportując setki tysięcy osób dziennie.

Jedno jest jednak pewne w Azji: tam, gdzie przewijają się masy ludzi, tam nie będzie problemu, by zaspokoić głód. Równo w południe pracownicy tłumnie udają się na poszukiwanie obiadu. Oferta jest bardzo szeroka, od luksusowych restauracji z kuchnią tradycyjną i międzynarodową po fast foody, food trucki i sklepy konbini z gotowymi potrawami. Wiele droższych restauracji ma w ofercie menu obiadowe za kilkakrotnie niższą cenę niż w regularnej karcie. Stołowanie się na mieście w południe bywa tańsze, niż posiłki przygotowywane w domu, więc nawet w dzielnicach mieszkaniowych tokijczycy i tokijki często wybierają tę opcję.

Można znaleźć tutaj takie wynalazki jak piwo z matchą. Smakuje zaskakująco smacznie, łącząc w sobie to, co najlepsze z obu smaków. Po obiedzie możemy dalej eksplorować ulice i uliczki dzielnic Marunouchi, Kanda, Nihombashi, kierując się na północ, do słynnej dzielnicy Akihabara. Nie ma jednej właściwej drogi, każda ulica może kryć niespodzianki, zwłaszcza dla oka osoby nieobytej z lokalną estetyką. Improwizacja w doborze trasy jest zatem bardzo wskazana, ale warto uwzględnić dwie światynie położone obok siebie, na północnym brzegu rzeki Kanda. 

Konfucjańską Yushima Seido oraz Kanda Shrine, czyli shintoistyczny chram. Pierwsza z nich bywa raczej pusta, druga chętnie odwiedzana, ale obie są oazami spokoju i odpoczynku od tempa życia wielkiego miasta. Po chwili wytchnienia można zanurzyć się w gwarze, a raczej harmiderze ulic Akihabary, słynnej dzielnicy sklepów elektronicznych, mekce fanów mangi, anime i gier wideo (chociaż wieść gminna głosi, że „prawdziwi otaku” przenieśli się do bardziej autentycznej dzielnicy Nakano).

Jeśli tutaj dotarliście, jest już pewnie wieczór, co w Tokio czasu pandemii oznacza… restauracje zamykane o 20.00. Jeśli jednak w ogóle dotarliście do Tokio, to znaczy, że pandemia się już skończyła, bo od ponad roku turyści nie mogą tu wjechać. Trzymam kciuki za to, by stało się to jak najszybciej, bo chociaż jako turyści potrafimy być nieznośnymi barbarzyńcami to, przy odrobinie rozsądku i wysiłku, nie musimy być plagą, a możemy być pożądanymi gośćmi.

Poza tym życie bez podróży traci blask!

Do zobaczenia w Tokio! 

Joannę i jej życie w Tokio możesz podglądać na Instagramie.

Na spacer po chorwackiej Rijece zabrała nas ostatnio Monika.