Wydawałoby się, że przy takiej ilości wywiadów, powiedziane zostało już wszystko. I wtedy zapraszam do wywiadu Anię z bloga Pufoświat i nagle okazuje się, że tyle mądrych rzeczy można się jeszcze dowiedzieć.

Wspaniały wywiad na dobry początek roku, pełen pasji i mądrości świadomego właściciela.

Pufoświat, czyli Anka, Pufa i Bu. Czasem, gościnnie, szara eminencja ich stada – P.

Znajdziesz ich na blogu, Facebooku i Instagramie. Uwaga! Od tych zdjęć ciężko jest się oderwać…

Pufoświat

Artystka i dwa urocze poczochrańce. Opowiedz nam o Was kilka słów. Jak to się stało, że stałyście się rodziną?

Wypadki chodzą po ludziach… A tak na poważnie, posiadanie psa od zawsze było moim marzeniem. Dzięki zakrojonym na szeroką skalę działaniom moich rodziców, pies pojawił się w moim życiu dopiero w fazie dorosłości, pracy i definitywnego zakończenia życia studenckiego. Historia o moich marzeniach o wilczurze, jest już znana. Ideał psa wykreowany na Szariku, Cywilu czy Komisarzu Rexie padł w starciu w koszmarnie (wtedy) grubą Pufinką.

Miłość nie wybiera, a przeznaczenie czuwało. Do dziś nie wiem, jak to się stało, że zadzwoniłam do fundacji właśnie po Pufę, ale jak widać nam obu wyszedł ten przypadek na dobre.

A Bu? Bu jest totalnym przypadkiem. Trafiła do mnie na czas niby określony. Miałam wizję zostania domem tymczasowym. I zostałam, ale najgorszym możliwym, bo mój pierwszy tymczas ostał się ze mną na zawsze. Znowu jakieś fatum czy inna siła wyższa połączyła mnie, Pufę i Bu. I tak sobie żyjemy my, baby i nasz biedny rodzynek – P.

Wiadomo, że siostrzana miłość może być trudna. Jak dziewczyny dogadują się ze sobą?

Dogadują się. I tu można postawić kropkę. Miłości widocznej nie ma, ale jako dobry Matron widzę relację, jaka jest między nimi. Widzę jak wyewoluowała, od totalnego focha Pufinki, kiedy Bu zawitała w nasze progi, przez okres wojny podjazdowej, siadania z premedytacją tyłkiem na piłce czy zajmowania nieswojej klatki. Nadal zdarzają się epizody wredoty, ale w sytuacjach kryzysowych suczydła jednoczą się i nawet bronią się nawzajem. Myślę, że to taka klasyczna relacja miedzy rodzeństwem.

Twój blog to kopalnia pomysłów na wędrówki, szczególnie dla tych, którzy mieszkają w okolicy Wrocławia. Zawsze lubiłaś spacerować czy zmieniło się to odkąd dołączyly do Ciebie psy?

Och nie! Przysłowiowe owsiki w tyłku mam od zawsze. Jest to schorzenie nieuleczalne! To ciągła potrzeba bycia w ruchu, przemieszczania się, poznawania. Częściowo zaszczepili mi to rodzice, którzy na wakacje zabierali mnie w góry zamiast na wakacje all inclusive z leżeniem w basenie. Cześciowo „winę” za to ponosi harcerstwo – włóczenie się po lesie, ogniska, gubienie setnego niezbędnika w krzaczorach.

Pies, a nawet psy, były oczywistym dopełnieniem tego, co uważam za podstawę mojego szczęścia. Nie ma lepszego kompana do wszelkiej włóczęgi niż pies. Od suczydeł nigdy nie usłyszałam, że szukanie grodziska średniowiecznego w środku lasu to nudy, a pomysł na wypad, żeby zobaczyć jakieś powojenne ruiny w jesienną mgłę, to strata czasu.

Dlaczego zdecydowałaś się na podróże z psami?

Jak wyżej. Kocham się włóczyć. Uwielbiam odkrywać i poznawać. Ruiny łupki, odłupki i jakieś ciekawostki regionalne to coś, co sprawia mi radochę. Psy kocham odkąd pamiętam. Połączenie tych dwóch pasji pozwoliło mi się spełniać. Każdy nasz wypad, nawet ten niedaleki, pozwala mi naładować baterie, złapać oddech.

Odkąd podróżuję z psem zaczęłam też inaczej patrzeć na wszystko wokół. Psiarz wie, o czym mówię. O tej radości futra z tego, że po prostu gdzieś razem jesteśmy, wędrujemy. Nie musi być żadnych dodatków, atrakcji. Ważna jest przestrzeń, wspólnie spędzony czas, odkrywanie nowego miejsca. Takiego podejścia do życia powinniśmy się od psów uczyć.

Jednak Pufa swoje latka ma, brzuszek też. Co, kiedy nie daje rady?

Hej, no wiesz! Kobiecie wiek wypominać ?! haha i aż tyle nie ma, przynajmniej ja tak uważam. A o brzuszek i tyłeczek dbamy, żeby się nie rozrosły. 8 lat, bo tyle sobie panna liczy wiosen, to jednak faktycznie wiek, w którym trzeba pamiętać o jej zdrowiu. Na szczęście przez ten brzuszek, a raczej ciągłą walkę, żeby utrzymać go w stanie niebytności, Pufinka jest w dobrej formie.

Początek naszej wspólnej historii to jej 16 kilo, a aktualnie 8 kilogramów żywej wagi, więc jak widzisz, nie jest źle! Ogromna nadwaga wtedy to też pierwsze wyprawy, które polegały raczej na kulaniu się, dostosowywaniu trasy do tego, co tłuścioch bez wyrobionych mięśni da radę. Mądre, stopniowe zwiększanie dystansów, a przede wszystkim obserwacja mojego psa, tego jak się czuje, tak w trakcie wędrówki, jak i po niej, pozwoliła nam obu „wyrobić się”.

Teraz regularnie spacerujemy nie tylko pod blokiem. Staramy się zaliczać urozmaicone spacery w tygodniu, a w weekendy dłuższe eskapady. Chyba jeszcze nigdy nie miałyśmy sytuacji, by Pufa nie dała rady zaliczyć pełnego dystansu, ale wszytko to wynika właśnie z mojego myślenia i dobrego poznania jej.

Tak więc mamy na koncie ponad 30 kilometrowe marsze po górach, a czasem tylko szybkie wypady. Ale wiem, że dzięki temu każdy wypad sprawia nam obu radość i tylko czekamy na kolejny.

Jak Twoje psy reagują na nowe miejsca?

Reagują głównie ciekawością. Na szczęście żadna z dziewczyn nie boi się nowych miejsc. Ja też staram się dawać im wsparcie. Obserwuję je i nie stawiam ich w sytuacjach, w których myślę, że sobie nie poradzą. Pufa jest psem, którego nic, absolutnie nic nie rusza. Stoicyzm na najwyższym levelu.

Niestety Bu należy do stworzeń reaktywnych. Szybko przechodzi od 0 do poziomu 1000 z pobudzeniem, a i niestety często zachowaniami… obronnymi. Ceni sobie swoją przestrzeń i będzie jej bronić przed innymi psami. Jestem tego świadoma. Nie pcham się z nimi w zbiorowiska psów. Jeśli jesteśmy w mieście, w kawiarni, wybieram miejsce, gdzie mogę spokojnie sucze „upchnąć”. One mają zapewniony komfort, a i my nie przeszkadzamy innym gościom przybytku.

Wszelkie wyprawy na miasto: zaczęłyśmy od wyjść krótkich. Nauki, zwłaszcza Bu, tego jak się zachować. Dzięki temu, mimo jej charakterku, który przecież nie zniknie, dajemy radę. Wydaje mi się, że dzięki temu sucze traktują wszelkie nowe miejsca, które im pokazuję, jako kolejną przygodę. A i otoczenie nie jest narażone na starcie z niestabilnym psem.

O czym trzeba pamiętać, zanim wybierzemy się z psem na szlak?

O zabraniu mózgu i używaniu go przez cały czas. Z doświadczenia wiem, że czasem można zapomnieć.

O tym, że w na naszej wyprawie z psem stanowimy zespół i powinniśmy pamiętać, że to my jesteśmy odpowiedzialni za dobrostan naszego psa.

Obserwacja, poznanie swojego futra – tego, w jaki sposób pokazuje nam, że jest zmęczony, że czuje się niekomfortowo. Jeśli zadbamy o to, na pewno wspólne wędrowanie wejdzie na wyższy poziom i sprawi o wiele więcej przyjemności i nam i psu.

Kwestie takie jak sprzęt – dobrze dobrane szelki, ewentualnie smycz z amortyzatorem, dająca bezpieczeństwo i psu i nam to kolejne kwestie, ale uważam, że bez wypasionych szelek też można zaliczać fajne wypady. Jeśli nie planujemy długiej wędrówki górskiej, codzienne „oprzyrządowanie” też da radę.

Wyprawa. Bez czego nie ruszasz się z domu? 

Bez psów!

Teraz ciężko mi wyobrazić sobie wypad bez nich. Wyjątek stanowią te zagraniczne, ze zwiedzaniem muzeów, ale to inny temat.

Na wyprawę zawsze wrzucam do plecaka oczywiście wodę, smaczki, mini apteczkę, powerbank i mój zeszycik. Mam taki mały – do zapisków przed wypadem, – w trakcie do notatek. To zawsze mam w plecaku małym i dużym.

Włączona mózgownica też się przydaje, staram się jej nie zapominać.

Czy zdarzyły Ci się jakieś trudne momenty w podróży, np. choroba bądź ucieczka któregoś z psów?

Na szczęście nie.

Bardzo pilnuje psów, w nieznanym terenie spuszczam tylko tam, gdzie mogę je kontrolować. Las i inne miejsca, gdzie Bu może po prostu pójść za tropem czy zwierzyną to dla mnie miejsca, w których absolutnie nie spuszczam psów. Chyba, że do zdjęć. Podstawą wspólnego spacerowania od początku było dla mnie przywołanie.

A co do choroby, na szczęście (odpukać!), nic takiego się nie wydarzyło, jeśli nie liczyć Pufinkowej akcji pod kryptonimem „kiełba z ognicha” na jednych z zawodów dogtrekkingowych. Nie wiemy jak, nie wiemy skąd, bo podobno kiełbasek już nie było, mała franca cichaczem zżarła jakąś koszmarną ich ilość. Do dziś nie wiem, jak to ogarnęła, ale trzeba jej przyznać, że w akcjach konspiracyjnych połączonych z kradzieżą strategicznych dóbr jest najlepsza.

Ognisko zakończyło się dla nas z Pufą na noc umieszczoną razem ze swoją klateczką… pod prysznicem… z ulewającymi się wyziewami i jakimiś tłuszczowymi wyciekami kiełbasianymi z pyska.

Ja miałam palpitacje serca czy tego nie odchoruje, ale Pufa akurat żołądek ma ze stali. Naukę pobrałam i teraz o wiele lepiej pilnujemy spożywczego ekwipunku.

Dlaczego fajnie jest podróżować z psem?

Bo nie ma lepszego kompana.

Poza tym czego ja nauczyłam się od moich psów – doceniania wspólnie spędzanego czasu. Tego, że nawet wypad pod miasto może być niezwykłym przeżyciem, pełnym przygód, jak moje półtonowe dziki, które tyją z każdą opowieścią. Pies sprawia, że nie jesteśmy sami.

Zawsze lubiłam się powłóczyć, ale jednak samemu albo się nie chce, albo jakoś tak głupio odstawiać solowe wycieczki… różne są powody.

Z psem nie jesteśmy sam. Idziemy przecież na spacer Z PSEM! Na wyprawę, na wypad, na wędrówkę. Nie ma lepszego kompana i jednocześnie motywatora. Każdy człowiek zasługuje na to, żeby mieć obok sobie w życiu takiego towarzysza.

Pokazujesz, że aktywnie można spędzać czas nie tylko podczas wielkich podróży, ale także w pobliżu własnego domu. Jakie jest Wasze absolutnie najukochańsze miejsce do spacerów w pobliżu Wrocławia?

Mam takich miejsc coraz więcej.

Ostatnio, przez wzgląd na ograniczenia dystansowe Pufy odkrywam „opłotki” Wrocławia. Nie będę przecież jechać godzinę, żeby pochodzić 5 km. Okazuje się, że mamy tu całkiem sporo ciekawych miejscówek!

Na co dzień mam szczęście mieszkać w przepięknej okolicy Biskupina i Sępolna we Wro. Mamy tu ciągnące się kilometrami wały wzdłuż Odry i wydaje mi się mój nr 1 na spacery to las Strachociński.

Tak. Ten las wygrywa.
Mamy tu las, łąki, zejścia do wody, głębokie błocka… wszystko co uszczęśliwia psy.

Ale spójrzmy prawdzie w oczy, szukając mieszkania na górze mojej listy priorytetów były właśnie tereny spacerowe.

Które z miejsc polecasz osobom, które dopiero zaczynają wędrówki z psem?

Te, które mają w miarę blisko. Uważam, że wszędzie można znaleźć coś ciekawego. Wystarczy usiąść i przejrzeć mapki. Czy to google, czy moje ukochane mapy.cz

Moim zdaniem jeśli ktoś chce zacząć, nie ma sensu spędzać długich godzin w samochodzie, wydawać dużo monet na paliwo. I nie każdy jest przecież szczęśliwym posiadaczem pisowozu.

Szukając w swojej okolicy zyskujemy możliwość przeżycia przygody, odkrycia czegoś ciekawego, regionalnego…

Ale jeśli komuś marzą się większe wyprawy zdecydowanie polecam Sudety. Góry może nie spektakularnie wysokie, ale z trasami zarówno delikatnymi, jak i takimi, na których ja czasem mało płuc nie wycharczę. Z widokami, duktami i nawet kilkoma psiolubnymi schroniskami.

To jeden z powodów, dla których na nasze dogtrekkingowanie wybieramy właśnie to pasmo, a większość wpisów górskich na blogu dotyczy Sudetów

Przychodzi Ci na myśl jakieś miejsce, do którego na pewno nie zabrałabyś Pufy i Bu?

Mnóstwo!

Dalekie wojaże zagraniczne. Takie, gdzie musiałabym je przewieźć samolotem.

Totalnie zaludnione miejsca, koncerty. To nie miejsce dla nich. Wyjątkiem jest Slot Art festiwal – psiolubny, bezalkoholowy, z cudowną atmosferą, gdzie psy są bardzo mile widziane i dostają swoje identyfikatory uczestnika. Ale tam też unikam miejsc głośnych, gdzie dziewczyny mógłby nie czuć się dobrze.

Najbliższe wyjazdowe plany?

Przedłożyć skan mojego zeszyciku z planami? Mam ich całą listę! Z notatkami, adnotacjami, itd. Cały czas coś zapisuję, planuję. A na co padnie wybór przy najbliższej okazji, nie ma pojęcia. Zależy ile będę miała czasu czy pojadę sama, czy z kimś jeszcze… Na pewno będzie to okolica. Jak wiesz jestem miłośniczką regionalnych podróży, a jakąś dłuższą, dalszą, machniemy zapewne przy okazji urlopu, ale do tego czasu jeszcze całe mnóstwo mikrowypraw przed nami.



Przeczytaj, jak Nero i Gaja odkrywają Europę.