przedświąteczna gorączka

Przedświąteczna gorączka prezentowa

Zaczęło się.

Zaczął się ten szalony czas w sklepach, czas zakupów prezentów mikołajkowych i gwiazdkowych – przedświąteczna gorączka, przedświąteczny szał. Nie znoszę go. Między innymi dlatego unikam świąt w Polsce. Albo w ogóle świąt w formie świątecznej, a raczej może powinnam powiedzieć komercyjnej. Nikt nie pamięta o co w tym wszystkim chodzi, każdy wie tylko, że trzeba kupić miliardon prezentów…

Od wielu lat staramy się w naszej rodzinie zaszczepić bezprezentowe święta, właściwie to w ogóle bezprezentowe uroczystości, ale trudno jest przekonać do tego resztę. I tak kończymy z kolejną bransoletką, książką czy szalikiem. Zdarza się oczywiście, że nietrafionym. To jeszcze nic, najgorzej, kiedy w rodzinie są dzieci. Te kończą z taką ilością zabawek, że już nawet nie potrafią się z tego cieszyć. 

Pamiętasz, kiedy my byliśmy dziećmi?

Cieszyliśmy się z każdego drobiazgu, bo nie byliśmy zawaleni rzeczami. Dbaliśmy o nasz prezent, często był z nami przez lata. Nie rzucaliśmy go w kąt kolejnego dnia, bo właśnie dostaliśmy coś nowego. Na Mikołajki wystarczył kalendarz adwentowy. Była z niego przecież radocha na cały grudzień. A dziś? 

przedświąteczna gorączka
przedświąteczna gorączka prezentowa

Dlaczego to sobie robimy? 

Tydzień przed Wigilią zaczynamy w panice rwać włosy z głowy zastanawiając się:
→ co ja mam do diaska kupić w tym roku cioci Helence?!
→ a dziadek? czy dziadek ucieszy się z kolejnej pary skarpet?
→ o jakiej bluzce mówiła siostrzenica? Projektant IksIgrekZet?! Alleluja, przecież mnie na to nie stać!

W takich sytuacjach na koniec decydujemy, że najlepszym rozwiązaniem będzie podchoinkowa wymiana pieniędzy. Ty mi dasz ładnie zapakowane 50 zł, a ja zapakuję tobie to samo albo zaszaleję i dam ci kartę podarunkową. Pod choinką zamiast bardziej lub mniej wyszukanych prezentów znajdą się płaskie koperty wypełnione hajsem. Od Mikołaja. „Kup sobie dziecko, na co tam tylko masz ochotę.” 

Absurd nieprawdaż?

A gdyby tak…

Nie kupować sobie prezentów? Przecież i tak w większości wszystko już mamy. Gdyby tak sprezentować sobie czas? Gdyby pod choinką zamiast kolejnej nieudanej broszki znaleźć zaproszenie na kolację albo wspólny wyjazd na weekend? A może wyjście do kina czy wycieczkę do parku? Wspólne pieczenie ciasta czy wspólny wieczór przy planszówkach? Opcji jest wiele. A ważniejszy od prezentów jest przecież wspólne spędzony czas. Szkoda, że w szybkim, na siłę idealnym życiu zapominamy o tym, co powinno być dla nas najważniejsze… 


Wpis ten powstał w ramach akcji Slow Święta, której inicjatorką jest Agnieszka z bloga Slow Life Studio. Zajrzyj po więcej slow inspiracji.


Mój ulubiony sposób na święta w rytmie slow poznasz tutaj.