podróże z pazurem

Podróże z Pazurem – pies w podróży dookoła świata

Kiedy na jednej z podróżniczych grup na Facebooku, Iza opublikowała ich historię i dołączyła do niej przepiękny film, wzruszyłam się. I od tamtej pory podglądam ich nałogowo. Wybrać się z psem w podróż dookoła świata to dopiero przygoda!

Mam dla ciebie wywiad pełen mięsa – Iza, Piotr i Snupi, czyli ekipa Podróże z Pazurem. Możesz podejrzeć ich wyjątkową podróż na Instagramie, Facebooku, YouTube albo poczytać ich bloga.

podróże z pazurem

Kim jest Snupi, jak do Was trafił i jak długo jest już z Wami?

Snupi to 8,5 kg kundelek do kolan, alpinista, podróżnik, żeglarz, autostopowicz i backpacker. Pies, który odwiedził już 30 krajów, a obecnie, od niemal 2 lat, jest w nieprzerwanej autostopowej podróży i prawdopodobnie okrąży z nami planetę. Jednak, co ważniejsze, to najlepszy przyjaciel. Nie tylko nasz, ale wielu ludzi spotkanych na naszej drodze. Snupi został przez nas adoptowany ze schroniska, jest z nami ponad 8 lat, a sam ma ok. 10-11.

Dlaczego zdecydowaliście się na podróżowanie z psem? Czy Wasza podróż po Ameryce Południowej była planowana już przed pojawieniem się Snupiego w Waszym życiu?

Jak moglibyśmy spędzać najprzyjemniejsze chwile naszego życia, a obecnie po prostu życia – bo jesteśmy już w podróży od blisko 2 lat – bez naszego najlepszego przyjaciela? Poza tym, można powiedzieć, że to dzięki Snupiemu zdecydowaliśmy się podróżować, więc byliśmy mu to winni.

W skrócie… przed Snupim w naszej codzienności obecne były spacery i elementy aktywnego trybu życia. Pies sprawił jednak, że przechadzki zaczęły się coraz bardziej wydłużać, oddalać od domu i zagłębiać w naturę. W końcu osiągnęliśmy stan, w którym dzień bez przynajmniej jednego długiego spaceru był dniem niepełnym i „ciężkim”. Znudzeni znanymi miejscami, zaczęliśmy myśleć o dalszych podróżach. W ten oto sposób, w 2014 roku ruszyliśmy w naszą pierwszą podróżą autostopową w życiu. Wydał nam się to najprostszy sposób do przewożenia psa. Gdyby nie Snupi to zapewne nigdy taka forma podróżowania nie przyszłaby nam do głowy.

Ruszyliśmy do Turcji i Armenii – ewentualnie, jeśli będzie dobrze szło. I szło! W 1,5 miesiąca przejechaliśmy blisko 12 000 kilometrów. Tamta podróż nas odmieniła. Tu, gdzie teraz jesteśmy – w Ameryce Południowej, w podróży od ponad 20 miesięcy, jest skutkiem gigantycznego procesu, który zapoczątkował właśnie Snupi. W posiadaniu psa zamiast problemów i ograniczeń lepiej dostrzec szansę, bodziec, jaki daje do zmian.

Czy zorganizowanie podróży z psem jest trudne?

To zależy jakiej podróży. Krótkiej i intensywnej z wykorzystaniem samolotu, trochę dłuższej czy tej z wykorzystaniem własnego auta. Wszystko zależy też od naszej psychiki. Pies to są pewne ograniczenia, ale tylko od nas samych zależy, jak duże, gdzie będzie ich granica oraz jak mocno rozdmuchamy je w naszej psychice do rangi problemu. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Wszystko da się osiągnąć, wystarczy to przemyśleć i działać z wyprzedzeniem. Jeśli oczywiście jest to możliwe, a jeśli nie to w sposób spokojny reagować na to, co się dzieje.

Udowadniamy to naszymi podróżami. Nam się udaje, bardzo daleko od Polski, często bez dostępu do internetu, często bez znajomości danego języka, z małym budżetem przeznaczonym na pojedynczy dzień. Odpowiadając bardziej przyziemnie – według nas – nie, nie wiąże się to ani z jakimś dużym wzrostem wydatków, ani stratą czasu, ani rezygnowaniem z planów. Gdy już raz zobaczymy, jak to działa, zarówno od strony formalnej, jak i praktycznej – to uzmysławiamy sobie, że nie jest to jakieś skomplikowane przedsięwzięcie. Przykładowo, znalezienie noclegu wcale nie wymaga szukania pół roku wcześniej w bazach miejsc psioprzyjaznych. Popularne wyszukiwarki hosteli i hoteli w każdym większym mieście dadzą nam bieżącego dnia kilkadziesiąt obiektów akceptujących zwierzęta. Można też po prostu przejść się po jednej ulicy obfitującej w takie obiekty i uwierzcie, w 20 minut znaleźć nocleg. 20 minut to dużo? To zastanowić się można, ile czasu traci się wcześniej na zamartwianie się i szukanie / pytanie na różnego rodzaju grupach.

Ile Wy potrzebowaliście czasu na przygotowanie się do tej podróży?

Do obecnej wyprawy przygotowaliśmy się rok. Ale nie z uwagi na psa, to były przygotowania dla nas. Przez ten czas oszczędzaliśmy pieniądze, podejmując mnóstwo wyrzeczeń oraz pracując dużo więcej. Musieliśmy sprzedać rzeczy, które miały wartość, a których nie było sensu trzymać do naszego powrotu (motocykl, elektronika, itp.), pozostałe oddać. Wiele jednak zachowaliśmy, bo chcemy wrócić na stałe do Polski. Kilka drobiazgów z kolei musieliśmy uzupełnić.

Musieliśmy wyremontować mieszkanie, by móc je wynająć. Iza zgodziła się przeszkolić osobę, które miała ją zastąpić w pracy. Do tego nałożyło się wykrycie u Izy chorej tarczycy i kilka innych komplikacji. Jednym słowem, musieliśmy pozamykać mnóstwo spraw. Wszystkich się chyba nie da i co jakiś czas jeszcze coś wyskakuje. Wtedy musimy zatrzymać się gdzieś na dłużej i zaangażować rodzinę oraz znajomych w Polsce do pomocy w rozwiązaniu problemu. Im mniej kogoś coś wiąże, tym szybciej taką wyprawę może rozpocząć. Nie trzeba do niej robić nie wiadomo jakich przygotowań. Większość potrzebnych rzeczy, pokrywa się z każdym innym wyjazdem. Jeśli chodzi o psa, to rzeczy i czynności przydatne do jakiejkolwiek podróży opisane mamy na naszej stronie.

Nie robiliśmy też żadnego większego planu, bo w takiej podróży plany zmieniają się bardzo szybko. Można wyznaczyć sobie jakieś ogólne cele, ale nie ma sensu robić nawet schematu tygodniowego. Jedna spotkana osoba czy kilka mijających sekund mogą być wystarczającą motywacją do całkowitej zmiany założeń. Nie da się przygotować na wszystko. My ludzie, często chcemy mieć plan, ale rzadko kiedy wydarzenia dzieją się w okolicznościach, jakie sobie wymarzyliśmy.

Psa nie trzeba jakoś specjalnie przygotowywać do długiej wyprawy. To są mistrzowie adaptacji. To, czego naprawdę potrzebują, to nas – właścicieli. Oczywiście, na początku, mogą się wydawać zdezorientowane, ale po 3 czy kilku dniach, z naszym wsparciem, wejdą w nowy rytm.

Bo nieprawdą jest twierdzenie, że pies w podróży nie ma rutyny. Rutyną nie musi być posiadanie domu, kanapy i 3 pacerów dziennie. Snupi ma taką samą rutynę, jak każdy inny pies, tylko budowaną czym innym. Wstajemy o tej samej godzinie, ma swój dom w postaci namiotu czy po prostu NAS – swoich właścicieli. Choć każdy dzień naszego życia rozgrywa się w zupełnie innym miejscu i przeżywamy różne wydarzenia, to można powiedzieć, że schemat podstawowy wygląda podobnie.

podróże z pazurem

Opuściliście Europę i Waszym pierwszym krajem na nowym kontynencie było Maroko. Jak formalnie wygląda przekroczenie takiej granicy? Czy jest dużo trudniejsze niż przekraczanie granic wewnątrzeuropejskich?

O tym, jakie formalności trzeba zrobić, by zabrać psa w podróż, wolę się krótko nie wypowiadać. W internecie na skutek takich szybkich, krótkich wypowiedzi powstaje wiele niedopowiedzeń czy nieścisłości. Potem rodzą się z nich fałszywe mity, które wręcz szaleją na różnych forach internetowych. Z jednej strony takie, które odstraszają od podróżowania z psem, jak ta o stosowaniu przez zagraniczne kraje kwarantanny, która w rzeczywistości jest bardzo, ale to bardzo, rzadką procedurą. Z drugiej strony takie farmazony, że wystarczy tylko chip i paszport, a potem ktoś ma duży albo kosztowny problem na granicy.

W tej kwestii odsyłam więc ponownie do nas, tam opisaliśmy bardzo starannie, krok po kroku, wszelkie formalności. Co ważniejsze – jak je wykonać oraz kilka naszych praktycznych uwag i spostrzeżeń. Formalności w większości krajów są niezwykle zbliżone, wyjątkiem są kraje wyspiarskie i dawne kolonie brytyjskie. Jak już wspomniałem, gdy raz przez to przejdziemy, później nawet jakieś drobne różnice nie powinny być problematyczne.

Zazwyczaj przy przemieszczaniu się z rejonu bardziej cywilizowanego do mniej rozwiniętego formalności spadają, a przynajmniej nikogo one nie interesują. Na 30 krajów, które Snupi już odwiedził, sprawdzono jego dokumenty 5-krotnie (z czego raz wystarczyło pokazanie samej okładki paszportu). Nie cieszy mnie to jednak do końca, bo jednak pies może być nosicielem groźnych chorób. Ludzie często ignorują niebezpieczeństwo. Nie zdają sobie sprawy, jak łatwe jest zarażenie, nie dbają odpowiednio o zdrowie swojego psa i przyczyniają się do szkody u kolejnych psów lub, co gorsze, u dzikiej zwierzyny.

Przez to powstają później zakazy wprowadzania psów do parków narodowych, rezerwatów, itd. To jest temat rzeka, ale puentą jest to, że każdą grupę społeczną powinno się oczyszczać z patologii, inaczej jej wizerunek będzie tylko malał w oczach reszty społeczeństwa i będzie jej trudniej korzystać z życia. Tak właśnie jest z psiarzami. A co możemy w tej sprawie zrobić? Zacznijmy od najprostszej rzeczy. Ile razy zwróciłeś innemu właścicielowi psa uwagę, by sprzątnął po nim kupę? Nie w sposób agresywny, chamski, nie rzucone od tak sobie kilka słów. Tylko czy kiedykolwiek podszedłeś, wytłumaczyłeś dlaczego to takie ważne i dałeś swoją torebkę? Czy potrafisz też ze spokojem wysłuchać uwag innych, być może ty też robisz coś źle?

Ale zostańmy przy pytaniu – problemem jest raczej powrót z krajów mniej cywilizowanych lub lot samolotem. Wtedy musimy mieć pewność, że mamy wszystkie dokumenty. W pozostałych przypadkach (na 99%), jedyne co będzie interesowało służby, to dokument identyfikujący psa z potwierdzeniem szczepienia przeciwko wściekliźnie oraz wynikiami badania miareczkowania przeciwciał na nią. Wiele krajów wymaga świadectwa zdrowia. Takie są formalności, a w praktyce… my przestaliśmy je wyrabiać, bo (z wyjątkiem Chile), nikt nigdy do niego nie zajrzał. Nawet wtedy, gdy z Maroko wracaliśmy do Strefy Schengen – na Wyspy Kanaryjskie, a więc na terytorium Hiszpanii.

Co należy podkreślić – w Chile zrobili to bardzo skrupulatnie. Ten kraj mocno chroni swoje terytorium. Wysokie Andy na wschodzie, ocean na zachodzie, pustynia na północy i surowy klimat na południu stanowią naturalną ochronę przed obcymi dla ich ekosystemu chorobami, pasożytami i insektami. Niemniej, nie zachęcam do rezygnowania z wyrabiania świadectwa, bo zawsze może się trafić strażnik graniczny, który sumiennie wykona swoje obowiązki. My rezygnujemy tylko z powodów, jakie wymieniam w odpowiedzi na inne pytanie.

Skąd czerpaliście informacje na ten temat i czy możecie polecić jakieś źródła?

My początkowo wiedzę czerpaliśmy z eksperymentu na żywym organiźmie. Gdy ruszaliśmy w 2014 roku, nie było żadnego bloga o podróżowaniu z psem, nawet zagranicznego. Informacji można było (i wciąż można) szukać w odpowiednich instytucjach, które wymieniamy w naszym artykule. Nie są to ambasady – one nic nie wiedzą. Od kilku lat sprawa jest prostsza, bo powstała strona PetTravel. Na niej znajdziemy wymogi dla niemal wszystkich krajów. A przynajmniej odnośniki do miejsc, w których tych informacji szukać.

Dlaczego nie latacie samolotem?

Nie latamy samolotem, ponieważ Snupi ma potworny lęk separacyjny. Snupi uwielbia ludzi, tymczasem trafił dwukrotnie do schroniska. Później, w chwili jego adopcji, bez posiadania dużego doświadczenia i przy pracy zdalnej w domu, dodatkowo popełniliśmy kilka drobnych błędów umacniających ten lęk.

Wynikało to z tego, że ślepo zaufaliśmy we wskazówki obsługi schroniska – „abyśmy, broń Boże, nie kąpali psa pierwszego dnia, bo to go zestresuje i że dostał preparat na pchły i nie można go przez to moczyć” oraz „byśmy go nie zostawiali samego przez pierwsze dni, bo to będzie dla niego bardzo stresujące”… No to nie spuszczaliśmy go z oka. Po pierwsze w ramach obawy o jego emocje, a po drugie w obawie, że brudny, obsrany i śmierdzący wskoczy nam do łóżka, na kanapę, czy gdziekolwiek. Tak minęły 4 dni tygodnia, bo adoptowaliśmy go w poniedziałek, nadszedł intensywnie spędzony wspólny weekend i po 7 dniach Snupi tak się do nas przywiązał, że niemożliwe było jego pozostanie samemu.

Zamiast z tym walczyć i to leczyć, postanowiliśmy po prostu zadbać o naszego przyjaciela – co było świadomym i przemyślanym wyborem. Później, gdy rozpoczęliśmy prace poza domem Snupi chodził z nami (z Izą), bywał na imprezach u znajomych, bywał w urzędach załatwiać sprawy. Stał się naszym odwiecznym kompanem, ale co ważne – wciąż traktowanym jak pies, a nie jak dziecko (chyba…). Doprowadziliśmy do stanu, w którym Snupi może zostać bez nas, ale musi mieć obok jakiegoś innego człowieka. Aczkolwiek ta podróż znowu sprawia, że stajemy się nierozłączni.

Wracając do samolotu – nie chcemy, by cierpiał ze stresu podczas transportu pod pokładem. Snupi jest niestety odrobinę za duży i za ciężki, by bezproblemowo mógł lecieć z nami w kabinie pasażerskiej. Większość linii dopuszcza maksymalnie 8 kg wraz z transporterem. Wymiary dopuszczalne dla torby powodują również, że obsługa lotniska może uznać, że Snupiemu jest mało komfortowo i odmówić nam wpuszczenia na pokład. Nie stać nas na stratę biletu.

Generalnie nie mamy zastrzeżeń do transportowania psów samolotami. Jeśli pies nie ma problemów z pozostawaniem samemu, jest zdrowy i nie boi się panicznie nowych sytuacji czy wzmożonego hałasu, to nie powinno mu się tam nic stać. Informacje o tym, że pies leci z bagażami to mit. Pies leci w specjalnej przestrzeni z aparaturą podtrzymującą odpowiednią temperaturę, zawartość tlenu, itd. Należy unikać przesiadek, zwłaszcza w ciepłych krajach, bo to załadunek i rozładunek jest najbardziej stresującą chwilą. W razie opóźnienia samolot nagrzewa się bardzo mocno i szybko na płycie lotniska, nawet z włączoną całą aparaturą. Nie chcę powiedzieć, że nie zdarzają się nieprawidłowości przy transporcie zwierząt, ale to margines i raczej nie zagrażający ich życiu. Pamiętajmy, że wiele zwierząt lata codziennie samolotami i nikt głośno nie mówi o tym, kiedy dolatują całe i zdrowe. Nagłaśniane są tylko tragiczne w skutkach przypadki oraz te wyjątkowe.

Poza tym, my uwielbiamy poruszać się drogą lądową. Samolot to sam transport, podczas podróży drogą lądową mamy szansę zobaczyć i poczuć wszystko, co mijamy: krajobrazy, kulturę, zwyczaje, jedzenie, no i samo uczucie, że się przemieszczamy. To jest prawdziwa przygoda.

Co może być największą niedogodnością podczas podróży z psem?

Największą niedogodnością jest zakaz podróżowania z psem luzem w komunikacji miejskiej, z którym spotkaliśmy się w niektórych większych miastach (psy muszą być w transporterze). W naszym przypadku wymusza to niemal korzystanie z taksówek lub ubera. Niewykonalne bowiem dla nas jest jechać zatłoczonym autobusem z naszymi plecakami i jeszcze niosąc / trzymając Snupiego. Lepiej jest, gdy jedziemy poza godzinami szczytu lub zostajemy w danym mieście na dłużej i nie mamy ze sobą bagaży. Jednak i wtedy mało wygodne jest wybieranie się wszędzie z torbą czy transporterem psa i noszeniem jej przez cały dzień zwiedzenia. Aczkolwiek, dostowaliśmy się nawet do tego i transporter Snupiego służy nam po prostu za mały plecak czy damską torebkę, gdzie wrzucamy wszystkie podręczne i osobiste rzeczy. Posiadanie transportera otwiera też przed nami drzwi dodatkowej ilości restauracji.

Drugi zakaz znowu odnosi się do autobusów, tym razem długodystansowych. W wielu krajach panuje zwyczaj niewyrażania zgody na przewóz zwierząt w kabinie pasażerskiej. Taka regulacja nie istnieje na poziomie żadnej ustawy ani prawodawstwa całego państwa, a jedynie zasady poszczególnych firm przewozowych. Są jednak kraje, w których ta zasada panuje niemal wszędzie. Elastyczność ludzi maleje, nikomu się nie chce robić odstępstw od zasad. I tak, w naszym przypadku, nie obchodzi nikogo, że ten konkretny pies ma swój transporter, jest doświadczony i przyzwyczajony do długich podróży, jest czysty i wychowany.

Na szczęście, w wielu krajach da się odnaleźć firmy, które dopuszczają przewóz zwierząt lub robią wyjątek, po zobaczeniu transportera i zachowania samego Snupiego. Nie boli nas to jakoś mocno, bo i tak wolimy podróż autostopem. Jednak czasem, gdy chcielibyśmy nadgonić tempo albo autostop w danym rejonie po prostu nie działa, to nie mamy alternatywy. Nie wyobrażamy sobie, by Snupi jechał w luku bagażowym, bez dostępu świeżego powietrza, bez stałej temperatury, bez pewności, że bagaże na niego nie spadną – bo często to proponują firmy przewozowe. No i dochodzi ten jego lęk separacyjny.

Czym się różni podróżowanie z psem od podróżowania bez psa?

Pies jest świetnym pomostem w relacjach międzyludzkich. Gdy ludzie nas widzą, upadają wszystkie bariery: językowe, kulturowe, bariery nieśmiałości, a także te społeczne. Podchodzą do nas ludzie biedni i prości, a także ci z milionami na koncie i przepełnieni zazwyczaj sztuczną kurtuazją. Na przykład podczas łapania jachtostopu (morski autostop z wykorzystaniem jachtów) na Wyspach Kanaryjskich, bogaci i zmanierowani Anglicy zaprosili nas na swoją łódkę by… Snupi mógł zrobić na niej siku. Sami żeglowali z psem i mieli kilka rozwiązań ułatwiających psu załatwianie swoich potrzeb, które – jak wszyscy mieliśmy nadzieję – pomogą Snupiemu przełamać się psychicznie.

Jest też wiele innych zalet. Lokalni ludzie są dla nas o wiele bardziej życzliwi niż dla „standardowych” turystów. Wzrasta też nasze bezpieczeństwo, bo jesteśmy traktowani jako osoby bardziej lokalne. Większość myśli, że musimy mieszkać dłużej w kraju, skoro mamy psa (przecież standardowy turysta nie podróżuje z psem). Obecność psa odstrasza też od nas wszystkich złych ludzi. Zarówno mniej groźnych kieszonkowców, jak i bardziej groźnych „gości” w nocy. Snupi nie raz szczekał w nocy, więc jestem pewien, że odstraszył w ten sposób ludzi, którzy byli gotowi nas skrzywdzić lub odstraszył tym szczekaniem jakieś dzikie zwierzę. W naszym przypadku, długiego rozdzielenia od rodziny, ojczyzny, domu… Snupi to jedyna namacalna namiastka i pamiątka po tych rzeczach.

Pies to idealny kompan w podróży, bo jest wiecznie zadowolony, wiecznie gotowy do działania. Kiedy mamy zły czy fatalny wręcz dzień, pełen niepowodzeń, jesteśmy zmęczeni czy zmartwieni, wystarczy że popatrzymy na Snupiego. Jego wiecznie uśmiechnięta i wierna mordka… zdajemy sobie wtedy sprawę, że wszystkie problemy to tylko stan przejściowy, a najważniejsze jest to, że mamy siebie. Wtedy nie ma dla nas rzeczy niemożliwych do pokonania.

Jak radzicie sobie z karmieniem Snupiego podczas podróży?

W każdym kraju staramy się odnaleźć suchą karmę dobrej jakości, która jest lokalnej produkcji. Karmy importowane, znane nam z Europy, są tutaj absurdalnie drogie – nawet te, które w Europie już dawno utraciły swoją jakość. Tymczasem te lokalne, czasem z o wiele lepszym składem, są od nich tańsze. Jak widać, nie tylko w Polsce wygrywa przeświadczenie, że coś z „zachodu” jest lepsze niż polskie i wszędzie króluje marketingowe wciskanie kitu. W Ameryce Południowej takie karmy da się odnaleźć np. w Brazylii, Peru oraz Argentynie.

W plecaku zawsze staramy się utrzymać odpowiednią ilość karmy, a w momencie, kiedy zbliżamy się do zmiany kraju robimy zapas. Poprzez większy zapas mam na myśli, 3-5 kg (3 kg w przypadku Snupiego starczy na niecały miesiąc). Dajemy tym sobie czas na odnalezienie w nowym kraju wartościowego produktu w rozsądnej cenie. Dzięki wydłużeniu czasu spożywania tej samej karmy, unikamy też problemów żołądkowych wynikających ze zmiany pokarmu. Aczkolwiek, przy takiej podróży organizm psa staje się mniej delikatny i wrażliwy. Sucha karma jest najlepszą opcją, nie ma czasu ani możliwości przyrządzania psu innego jedzenia. Jest to też jedyne możliwe jedzenie do transportowania przy np. długich trekingach w trudnodostępne miejsca.

Jeśli ktoś planuje zwiedzać tylko miasta i jest zwolennikiem diety BARF, to akurat „mniej cywilizowane” kraje są wspaniałym miejscem do jej prowadzenia. Z łatwością kupimy tutaj na targach podroby i elementy surowego mięsa prosto od rzeźnika w niskiej cenie. W Ameryce Południowej nic się nie marnuje, a każda część ciała krowy czy świni jest wykorzystywana. Mamy też witaminy dla Snupka, ważą nic, a są dobrym wzbogaceniem przy długich trekkingach, nieprzyjemnym klimacie, no i ratują, kiedy pojawią się trudności ze znalezieniem dobrej karmy.

Czy odwiedzacie regularnie weterynarza?

Nie, weterynarzy odwiedzamy tylko wtedy, kiedy istnieje taka potrzeba lub konieczne jest wyrobienie świadectwa zdrowia. Jednak, jak wspomniałem, coraz rzadziej je wyrabiamy. Rezygnujemy z wizyt kontrolnych i świadectw tylko dlatego, że wiemy, że Snupi jest zdrowy i nic mu nie dolega. Wiemy to, bo kiedy spędzasz z psem 24 godziny na dobę przez miesiąc (jak to było przy poprzednich wyprawach) czy 24 godziny na dobę przez 2 lata (jak jest teraz), to od razu widzisz, kiedy pies się źle czuje. W ogóle zaczynamy o wiele lepiej poznawać i rozumieć psy, nie tylko swojego, ale całościowo ich psychikę.

Wiemy że Snupi jest zdrowy także dlatego, że mocniej zabezpieczamy go i dbamy o jego zdrowie – głównie poprzez preparaty chroniące go przed pasożytami i insektami, zwłaszcza komarami, które w tropikalnych klimatach przenoszą bardzo groźne choroby. Wprawdzie pies nie może zachorować na dengę czy malarię, ale istnieje np. dirofilarioza czyli robaczyca serca czy leiszmanioza. Trzeba zaznaczyć, że w wyniku zmian klimatycznych, łatwiejszej migracji ludzi oraz towarów, te choroby docierają już do Polski.

Kiedyś podawaliśmy Snupiemu tylko krople spot-on na kark, by zabezpieczyć go przed pchłami i kleszczami, teraz zamieniliśmy te krople na inne, które dodatkowo odstraszają komary. Dostaje też tabletki, które zabijają wirusy i pasożyty, które ewentualnie już przedostały się do jego organizmu. Standardowo również, tzn. tak, jak należy to robić nawet w Polsce – co kilka miesięcy – tabletki na odrobaczanie układu pokarmowego. W rejonach wybitnie obfitych w komary, np. las amazoński, dodatkowo jeszcze zakładamy obrożę przeciw insektom. Poza tym wspomagamy go witaminami. Ma już ponad 10 lat, a i on i my uwielbiamy długie trekkingi i góry.

Do tej pory tylko raz musieliśmy iść ze Snupim do weterynarza z powodu choroby czy kontuzji. Snupi został zarażony wirusem erlichiozy poprzez ugryzienie kleszcza i dostawał antybiotyk. W Maroko ziarenko piasku dostało mu się do oka i dostał lekkiego zapalenia, ale wystarczyło płukanie solą fizjologiczną. Tak naprawdę, łatwiej o nieszczęście właśnie w domu, w „normalnym” życiu, kiedy rutyna i zmęczenie obniżają naszą czujność. W podróży, kiedy codziennie doświadczamy nowych sytuacji i miejsc, czujność nam się zwiększa. Nie jest to coś, co wymaga jakiegoś większego wysiłku, staje się to naturalnym nawykiem.

Jakie jest największe osiągnięcie w dorobku podróżniczym Snupiego?

Jest kilka takich:

  • Wejście na kilka 4 i 5 tysięczników, rekordem jest na razie 5820 metrów. Dla Snupiego nie było to żadnym większym problemem. Jedynie na wulkanach pokrytych pyłem jest drobny problem, bo pył ten mocno się nagrzewa od promieni słońca. Wtedy nie mieliśmy jeszcze butów / skarpet ochronnych na jego łapy. Gdyby tylko pogoda nam dopisała, rekordem byłoby 6500 metrów wulkanu Nevado Sajama w Boliwii.
  • Przepłynięcie Atlantyku na jachcie, co zajęło 25 dni. Udowodnienie, że pies z odpowiednim podejściem właściciela, może się nauczyć całkowicie nowego środowiska.
  • Przepłynięcie ¾ długości Amazonki i rzeki Napo na różnego rodzaju łodziach, czyli przedostanie się z Atlantyku aż do Pacyfiku.
  • Zrobienie jednej z najtrudniejszych tras trekkingowych na świecie – wersji alpine w paśmie górskim Huayhuash w Peru. 11 dni w samotności na wysokościach od 4 tys do 5 tys. m n.p.m.
  • Trekking na płaskowyżu Roraima w Wenezueli.
  • Pobyt na Saharze nie był żadnym wielkim wyczynem, aczkolwiek dla nas był to moment przełomowy. W tamtej chwili zdaliśmy sobie sprawę, że możemy wszystko. Tak jak wtedy, w 2014 roku, kiedy dotarliśmy ze Snupim do granicy Turcji z Syrią. Ze wzgórza patrzyliśmy na gigantyczną nizinę – tereny dawnej Mezopotamii. Miejsca znanego nam tylko z książek na lekcji historii, które nagle stało się miejscem tak łatwo osiągalnym… i to z psem…

Jednak największym osiągnięciem dla nas jest pokazywanie i udowadnianie, jak inteligentny i wytrwały może być pies, jeśli tylko odpowiednio zadbamy o jego wychowanie. Swoją osobowością, w połączeniu z tym wychowaniem, odmienił poglądy, a nawet strach, wielu osób wobec psów. Chcemy też edukować, jak ważne jest regularne dbanie o zdrowie psa i posłuszeństwo, by był nieinwazyjny dla ekosystemu, w który go zabieramy.

Osiągnięciem Snupiego jest też to, że dzięki jego wizerunkowi, możemy promować ważne idee. Nie tylko zachęcać do adopcji, edukować o konieczności bycia odpowiedzialnym za psa. Także takie sprawy, jak walka z procederem masowego mordowania i okaleczania psów ras galgo i podenco w Hiszpanii (rocznie minimum 50 000 psów!).

podróże z pazurem

Czy zdarzyły Wam się jakieś krytyczne momenty, którym musieliście stawić czoła?

To zależy, jak zdefiniować krytyczne. Najgorsze było wylądowanie na jednym jachcie z chorym psychicznie kapitanem. Jego złe oblicze pojawiło się nagle, po 2 miesiącach znania go z całkowicie innej strony.

Z nieprzyjemności wynikłych z posiadania psa trafiła się nam tylko jedna sytuacja. Było to podczas podróży autokarem z Boliwii do Paragwaju – 1500 km. W połowie drogi zepsuł się autokar i firma, która podstawiła autokar zastępczy, nie zgodziła się na przewóz Snupka. Wylądowaliśmy w środku nocy, na obrzeżach małej mieściny, bez miejscowej waluty, jedzenia i picia. Byliśmy brudni i zmęczeni całą dotychczasową trasą, i po całym dniu oczekiwania w tropikalnym klimacie na ten autokar.

Były też kryzysy w górach, zwłaszcza podczas długich, np. 10-dniowych trekkingów, kiedy pogoda uniemożliwiała cokolwiek. W połączeniu ze zmęczeniem i głodem potrafi wprowadzić to w stan załamania psychicznego.

Jak wspomniałem jednak, nie ma sytuacji bez wyjścia. Oczywiście, w chwili wystąpienia problemów powodują one smutek i stres, ale opanowanie jest drogą do wybrnięcia z nich. Po nabraniu dystansu, wręcz doceniamy te sytuacje. Są częścią przygody i pozwalają nam rozwijać naszą psychikę, pozwalają nam stawać się mocniejszymi i lepszymi ludźmi.

Tylko poważna i śmiertelna choroba czy tragedia rodzinna mogą teraz być dla nas krytyczną sytuacją. Byłby nią też zapewne jakiś napad z użyciem broni, ale od 8 lat naszych podróży w tym stylu, dotychczas przydażył się nam tylko jeden taki incydent. Zresztą, dało nam to pewne doświadczenia i naukę, jak się zachować w przyszłości. Nie chcę mówić, że można beztrosko się wszędzie zapuszczać, ale jeśli zachowamy podstawowe środki ostrożności, ominą nas najgorsze niebezpieczeństwa.

Jakie odwiedzone dotychczas miejsce było według Was najbardziej przyjazne psom?

Maroko, Szwajcaria, Peru, Ekwador i Brazylia.

W Szwajcarii pies może z nami wejść na każdy szlak, z wyjątkiem jednego parku narodowego na wschodzie kraju. Na szlakach, i co jasne w miastach, są torebki i kosze zachęcające do sprzątania odchodów oraz znaki przypominające o właściwej kontroli nad psem. W jednych kantonach jest to obowiązek smyczy, w innych wystarczy kontrolowanie przez komendy. Pies może jechać w kolejce linowej, itp. Ludzie lubią psy i są dla nich życzliwi.

Maroko nas zaskoczyło, bo w kraju muzułmańskim spodziewaliśmy się pewnych utrudnień (niektóre interpretacje tej religii twierdzą, że pies jest „nieczysty”). Tymczasem poza Agadirem, gdzie większość obiektów zarządzanych jest przez nowobogackich Francuzów nie mieliśmy najmniejszych problemów ze znalezieniem noclegu czy restauracji. Mało tego, w wielu miejscach kelnerzy podsuwali Snupiemu krzesło, by nie musiał leżeć na ziemi lub w swoim transporterze. Dzieci na ulicy podbiegały i go całowały. Ogólnie ludzie byli nim zainteresowani i życzliwi.

W Peru z kolei jest gigantyczna wolność: możemy iść, spać, robić, co tylko chcemy. Wszystko da się dogadać indywidualnie i bezpośrednio, np. w firmie przewozowej czy restauracji. Nie mam tu na myśli korupcji czy łapówki, wystarczy po prostu krótka rozmowa i pokazanie, że twój pies faktycznie jest grzeczny, czysty, cichy, czy że masz transporter.

To samo jest w Ekwadorze. Tam obecność psa jest dozwolona w wielu miejscach nie tylko z powodu nieistniejących, (jak w Peru) przepisów, ale jest po prostu dozwolona w regulaminie.

Czy Snupi lubi podróżować?

Oczywiście, że Snupi lubi podróżować. Może czasem ma dość jazdy w autokarze czy samochodzie, gdy ciągiem robimy długie dystanse. Pierwsze dni na oceanie też były dla niego trudne, głównie pod względem przełamania zwyczajów toaletowych. Ale sukces wymaga poświęceń. Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastka. Stosunkowo krótkie chwile dyskomfortu, dają mu jednak możliwość bycia z nami cały czas, co jest dla niego najważniejsze. Jak większość psów, Snupi uwielbia jak się coś dzieje, lubi poznawać nowe miejsca , nowych ludzi i nowe zapachy. Lubi się zmęczyć fizycznie i wybrudzić. Lubi się uczyć i używać swojego mózgu (np. podczas wspinaczki w górach). Podróż to wszystko gwarantuje. Powiedzenie, że podróże kształcą, jak widać, można odnieść nie tylko do ludzi. Nasz Snupi też się rozwija, staje się lepszy.

Ludziom, którym się wydaje to złe, mogę tylko powiedzieć, by przestali mierzyć całą rzeczywistość swoimi ograniczonymi doświadczeniami. Doświadczeniami, których nigdy nawet nie próbowali poszerzyć, albo zrobili to raz i oczekują gwiazdki z nieba. Bez przygotowania, nie tylko tego praktycznego, ale i psychicznego.

Taka anegdota: w pewnej wiosce w wysokich górach Peru, daleko od „normalnej” cywilizacji zainteresowała się nami stara babuszka. Nie wiedziała co to jest Polska, nie wiedziała nawet co to jest Europa. Rozumiała i wiedziała jednak to, że jesteśmy niejako z zupełnie innego świata. Dla niej wszystko co mieliśmy, co mówiliśmy, robiliśmy było nietypowe. Niemniej zapytała się nas, czy skoro Snupi nie ma zielonej opaski na szyi (tak w Peru znakuje się psy, które otrzymały szczepienia), to nie ma szczepienia i jest chory? Zastanów się, czy Ty nie jesteś tą starą babuszką, a ta zielona opaska nie jest twoim wyobrażeniem o świecie?

Dokąd teraz?

Plan na teraz, to przedostanie się jachtostopem do Stanów Zjednoczonych. Następnie Kanada, Alaska i jakimś cudem przedostania się na Kamczatkę. Dalszego planu nie mamy, zapewne będzie się tworzył gdzieś po drodze.

Wszystko zależy od naszego i naszych rodzin zdrowia. Gdzieś na plany wpływają też fundusze. Może nie jakoś kluczowo, bo wiemy już, że pracę i pieniądze da się znaleźć wszędzie. Musimy jednak mieć to na uwadze w razie jakieś niespodziewanej, trudnej sytuacji. Przyjemnie byłoby też sobie pozwolić na krótką, 2-3 miesięczną, wizytę w Polsce. Najlepiej już teraz. Po 2 latach spędzić trochę czasu z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi… ale na razie to odpada. Właśnie przez fundusze i z uwagi na trudności z przelotem Snupiego w kabinie pasażerskiej…



Haku na szlaku też podróżuje po Ameryce Południowej ze swoim psem, zachęcam do przeczytania wywiadu.