Cała ta trójka jest niesamowita. Przede wszystkim nie wiem, kto jest największą oazą spokoju w tej rodzinie. Poza tym, Norbi robi obłędne zdjęcia i wygrywa nagrody za najlepszą fotografię na Festiwalu Podróżników na Czterech Łapach. Apacz ma niesamowite podejście do innych psów, a Paulina jest idealnym towarzyszem rozmów. Jedno z nich tylko czasem lubi wysmarować się w brązowej niezbyt przyjemnie pachnącej mazi… Ale im wszystko można wybaczyć.

Plemię Apacza

Plemię Apacza, bo z nimi dziś rozmawiam, znajdziesz na blogu, Facebooku i Instagramie.

Przystojniak Apacz, kim jest, jak do Was trafił i jak długo jesteście już razem?

Apacz jest kundelkiem adoptowanym z bełchatowskiego schroniska ponad trzy lata temu. Pod koniec sierpnia 2016 (dokładnie w moje urodziny) zobaczyłam jego zdjęcia na fejsie i od razu się zakochałam. Kilka dni później odwiedziliśmy go pierwszy raz, później kolejne i kolejne. Mamy nawet uwiecznione nasze poznanie na filmie! Po kilku spotkaniach przyjechał z nami do domu.

Podróżowanie z psem nie jest takie proste, jak bez psa – nie wolicie zostawić go w domu i samodzielnie ruszyć na podbój świata?

Absolutnie nie! Owszem są pewne utrudnienia i ograniczenia – nie ma co ukrywać. Aczkolwiek nie wyobrażam sobie jechać gdziekolwiek bez niego. Każdego dnia zamartwiałabym się i ciągle była myślami przy nim. Wakacje bez psa to nie wakacje a kara dla nas. Jego obecność daje nam wiele motywacji i radości z każdej chwili i każdej wędrówki.

plemię apacza

Czy pamiętasz Waszą pierwszą wspólną podróż? Dokąd się wybraliście?

Naszą pierwszą podróżą – takim wielkim wydarzeniem była obecność na psich targach w Warszawie. Jakiś miesiąc po adopcji pojechaliśmy do wielkiego miasta i ogromnego zgiełku. Apacz doskonale poradził sobie w tak bardzo trudnej sytuacji wśród wielu innych piesków a my poznaliśmy niesamowitych ludzi, których dotąd oglądaliśmy tylko w internecie. 

Pierwszą kilkudniową podróżą była majówka spędzona na lubelszczyźnie. Chodziliśmy wąwozem korzeniowym w Kazimierzu Dolnym, piliśmy (niezbyt smaczną ale ponoć super-zdrową) wodę zdrojową w Nałęczowie i zwiedzaliśmy starówkę w Lublinie. Bardzo miło wspominamy te dni i lubimy wracać do zdjęć z tego czasu.

Czym podróżujecie, gdzie najczęściej się zatrzymujecie? Czy z takim dużym psem udaje Wam się znaleźć nocleg?

Zawsze podróżujemy samochodem. Najpierw była to trzydrzwiowa osobówka a teraz samochód pseudo-terenowy – 4×4. Dobrany pod nasze (i psie!) wymagania. Jest na tyle wysoki aby przejechać po różnych bezdrożach a także żeby Apacz mógł się pod nim schronić przed słońcem i na tyle duży aby po złożeniu foteli można było rozłożyć materac i mieć dwuosobowe łóżko w środku. I tak najczęściej nocujemy.

Zatrzymujemy się w miejscach bezludnych z ładnym krajobrazem. Czasem legalnie a często schowani w lesie tak aby nikt nas nie znalazł i nie wlepił mandatu. Z racji braku odpowiedniego sprzętu w sezonie zimowym wynajmujemy drewniane domki lub pokoje hotelowe. Priorytetem jednak zawsze jest to aby było to miejsce ciche, spokojne, na uboczu – w miarę możliwości jak najbardziej dzikie. Mimo zapewnień w internecie o możliwości przyjazdu z psem zawsze upewniam się telefonicznie bo bywa różnie. Często zdarza się, że właściciele hoteli pytają jaki to duży pies, ile waży, jaka rasa, jak się zachowuje i czy gubi sierść. Raz nawet trafiłam na Panią, która – owszem – zgodziła się ale pod warunkiem, że pies nie będzie szczekał, piszczał, gubił sierści i spał tylko w osobnym przedsionku bo na podłodze pokoju była wykładzina. Powstrzymałam śmiech i podziękowałam.

Wybieram zazwyczaj takie miejsca gdzie ludzie z radością zapraszają nas z czworonogiem i nie zadają żadnych dodatkowych pytań. Dziwią się wręcz jak ja dopytuję o dodatkowe opłaty itd. 

A co mówi obsługa restauracji, kiedy stajecie w progu? Zdarzyło się Wam, że Was nie wpuszczono do lokalu?

Zawsze najpierw pytamy czy można wejść z psem do środka i sami badamy teren czy zmieścimy tak aby nikt nam nie nadepnął na ogon. Najczęściej wybieramy stoliki na zewnątrz restauracji. Apacz nie ma żadnego problemu z sytuacją i kręcącymi się wokół ludźmi. Momentalnie pakuje się pod stół i ucina drzemkę. Zdarzyło się, że lokal nie zgodził się na wejście z psem więc szanujemy to i idziemy szukać dalej.

Na wspólne wyprawy zawsze pakujesz…

Oprócz rzeczy podstawowych t.j. karma, woda, smakołyki, woreczki… Zawsze mam również przy sobie książeczkę i paszport psa – bo nigdy nie wiadomo gdzie nas poniesie. Apteczka i psie buty w razie ostrego podłoża. Zapasowe szelki i smycz oraz długa linka przydatna często na dzikich kempingach

plemię apacza

O czym jeszcze należy pamiętać zanim wyruszy się w drogę z psim towarzyszem?

Według mnie najważniejsze jest zabezpieczenie w formie czipa i numer koniecznie zarejestrowany w bazie. Dodatkowo adresówki przy każdych szelkach i obrożach. Warto pamiętać o podaniu numeru kierunkowego w razie podróży za granicę. Poza tym zabezpieczenie przed kleszczami i odpowiednie badania/szczepienia jadąc do innego kraju.

Jak Apacz reaguje na zmianę otoczenia?

Apacz uwielbia podróżować! Jak tylko wyjmujemy z szafy plecaki następuje ogromna euforia. Zawsze pierwszy wskakuje do auta a na miejscu przebiera łapkami aby jak najszybciej zrobić rozpoznanie terenu wokół naszej bazy. Lubi długie, górskie wędrówki i nie traci przy tym energii – po kilku godzinach wspinaczki potrafi zaczepiać do zabawy. Zdawałoby się, że doskonale reaguje na zmianę otoczenia. Jednak bardzo często odmawia w tym czasie jedzenia. Z natury jest psim niejadkiem więc kilkudniowa głodówka nie jest dla niego problemem. To jest chyba jedyna reakcja na stres w nowym miejscu.

Chodzicie po górach także zimą, przekopujecie się przez wielkie śniegi. Podejmujecie takie przygody głównie dla niego czy sami też lubicie zimę?

Dobre pytanie. Zanim Apacz pojawił się w naszym życiu (choć wcale nie uznaje tamtych czasów) nie uprawialiśmy tak wymagających trekkingów. Zimę lubiłam od zawsze ale bardziej oglądając ją przez okno siedząc w ciepłym kocu. Myślę, że na początku robiliśmy to głównie dla niego. Chcieliśmy sprawić mu przyjemność, rozładować nadmiar energii i pozytywnie zmęczyć. Stopniowo zaczęliśmy się od niego zarażać miłością do minusowych temperatur i skakania po zaspach śniegu. Nauczyliśmy się dostrzegać piękno w takich chwilach i ten magiczny spokój bijący z śnieżnej bieli. Gdy jest mroźno mamy więcej energii a na szlaku mijamy znacznie mniej ludzi. W tym jest magia. Myślę, że teraz już dzielimy się tą pasją do zimy i wszyscy mamy z niej równą radość. Chyba tak to u nas było.

Jak dbacie o jego łapy i rozgrzanie ciała po takiej wycieczce?

Apacz ma w sobie sporo osobowości północniaka. On najlepiej czuje się zimą. Dzięki grubej sierści i gęstemu podszerstkowi jeszcze nie zdarzyło się aby trzeba było go dogrzewać. Wręcz przeciwnie. W trakcie wędrówki grzeje się własną energią a po powrocie do ciepłego pokoju szuka jak najchłodniejszego miejsca. Na kafelkach pod drzwiami lub na ganku balkonowym. Wracając z mrozu musimy ogrzewać go stopniowo bo w zbyt ciepłym pomieszczeniu bardzo się męczy. Problem pojawia się latem lub słoneczną zimą. Wtedy szybko traci energię i nie ma ochoty na długie spacery. Ten pies jest stworzony do życia w mrozie. Łapki również zabezpieczamy tylko w sytuacjach koniecznych. Jeśli chodniki posypane są solą bądź jakąś chemią i na szlaku z ostrymi kamieniami. Trafiła nam się jedyna taka zima tuż po adopcji gdy przy -20°C odmrażał sobie łapki. W takiej sytuacji używamy tylko maści i bucików.

plemię apacza

Najlepiej wspominamy podróż do…

Myślę i nie wiem. Ciężko wybrać jedno miejsce. Każda podróż pod innym względem była najlepsza. Ja chyba najlepiej wspominam naszą pierwszą dużą, zagraniczną podróż do Austrii. Widok na Alpy. Wspinaczka na szczyt Serles 2718 m n.p.m. nocleg w namiocie na szczycie i wschód słońca z dodatkową atrakcją. Natomiast znalezienie miejscówki na dzikie nocowanie w Austrii było koszmarem. Rzadko kiedy udało nam się znaleźć odpowiednie miejsce i kawałek płaskiego terenu. Pod kątem kempingowania najlepiej wspominamy Rumunię. Cały kraj zezwala na rozbicie obozowiska prawie wszędzie. Nawet w Parku Narodowym czy na szczycie najbardziej legendarnych dróg w Europie – Transalpina w najwyższym punkcie mierzy 2145 m i niesamowicie malownicza trasa Transfogaraska. Coś pięknego! Ciężko wybrać jedno miejsce.

A ta najgorsza wyprawa i dlaczego?

Najgorzej chyba wspominamy wyjazd nad nasze polskie morze po sezonie. Mieliśmy nadzieję na puste plaże i zabawę w piasku. Natomiast jedynym zainteresowaniem Apacza był ogrom śladów dzików na plaży i w miasteczku. Nie było mowy o spuszczeniu go ze smyczy czy spokojnym spacerku. Instynkt łowiecki Apacza jest tak mocny, że ciągle z nosem przy ziemi ciągnął nas za tropem dzików. Raz nawet na wieczornym spacerze uliczkami miasta stanęliśmy oko w oko z żywym, młodym dziczkiem. Dzieliło nas kilkanaście metrów. Ja z Norbertem zamarliśmy, Apacz szalał i wyrywał się w jego stronę a dzik na szczęście szybko odskoczył w bok i zniknął w krzakach. Od tamtej pory zdecydowanie wolimy męczące tułaczki po górach. 

plemię apacza

Apacz to oaza spokoju. Czy jednak zdarzyły Wam się jakieś mrożące krew w żyłach historie z jego udziałem?

Zdażyło się kilka takich. Najgorsza chyba na wyżej wspomnianej podróży nad morze. Któregoś dnia chodząc po plaży nic nie wskazywało na obecność dzików. Nie widzieliśmy ani jednego odbicia raciczki na piachu a Apacz szedł spokojnie. Zaczęliśmy bawić się i ganiać po plaży. Po horyzont z każdej strony pusto. Odpięliśmy więc smycz, aby zażyć chwili radości. Mieliśmy się pobawić i zaraz zapiąć. A ten nasz cwaniaczek nieźle sobie to zaplanował. Gdy tylko karabińczyk puścił szelki ten wystrzelił w stronę lasu niczym torpeda.

Gnał ile sił, jakby miał tuż przed sobą dzikie zwierzę! Zaczęłam wołać, krzyczeć i przeklinać. Obce miejsce, tuż przy granicy państwa. Norbert rzucił się w pościg za psem. Najpierw nieudolnie po głębokim piasku później zniknął między drzewami. Ja nie wiedziałam co robić. Nie potrafię biegać tak szybko jak chłopaki więc kręciłam się na skraju lasu próbując wypatrzyć jakikolwiek ruch, jakiekolwiek stworzenie.

Zrobiło się cicho i pusto. Zginęli oboje. Obiegłam las dookoła wołając ich i szukając jakiś śladów. Po kilku chwilach (dla mnie całej wieczności) wyłonili się razem z lasu, Norbert i Apacz na smyczy. Jaką ulgę odczułam w tamtym momencie to nie zapomnę. Okazało się, że Apacza zatrzymało ogrodzenie w lesie, które miało powstrzymywać dziki do przechodzenia na plażę. Jak widać – nieskutecznie.

Wspólne plany wyjazdowe na ten rok?

U nas wszystko wychodzi dosyć spontanicznie. Marzeń mamy wiele ale konkretnych planów na ten rok jeszcze brak. Choć prawdę mówiąc tym razem ciągnie nas na tą zimną, białą północ. Zimowa sceneria wnikła w nasze serducha na dobre. Czas pokaże.



Na pewno zaciekawi cię również historia Mauro, pozytywnego podróżnika.