Jeden z nich mieliśmy okazję podziwiać w pobliżu świątyni Angkor Wat. Na wzgórzu, na którym znajduje się świątynia Phnom Bakheng. Droga na ten 60-metrowy szczyt to ok. 1km w górę. Ale to całkiem przyjemny spacer. Większe wrażenie zrobiło na mnie schodzenie tą ciemną ścieżką już po zachodzie słońca. Bez latarki nie da rady i cieszyłam się jedynie, że jesteśmy otoczeni ludźmi, a nie porywamy się na ten nocny spacerek sami.

Aby na samej górze nie było zbyt tłoczno ograniczono ilość osób, które mogą być jednocześnie na szczycie, do 300. Najlepiej więc zjawić się tam odpowiednio wcześnie i znaleźć sobie miejscówę idealną. To ma jak dla mnie swoje plusy. Możesz bowiem zrelaksować się w tej niesamowitej świątyni i z daleka podziwiać Angkor Wat wraz całą piękną okolicą.

Drugi niesamowity zachód słońca podziwialiśmy na rzece Mekong. Przemierzaliśmy wtedy trasę z Kambodży do Wietnamu. Podczas tej kilkugodzinnej przeprawy łodzią, poza przyglądaniem się codziennemu życiu ludzi w dolinie rzeki, podziwialiśmy haniebny spektakl zachodzącego słońca. Cichy sum wody odbijającej się od burty, oblany złotem świat oraz ludzie kończący swój dzień, to było coś wyjątkowego.

Ta nietypowa przeprawa przez granicę pomiędzy tymi dwoma krajami na zawsze pozostanie w mojej pamięci.