Makulscy

Makulscy, czyli z psem po Europie

Makulskich zna prawie każdy w blogosferze. Z pewnością słyszeli o nich ci, którym podróżowanie z psem nie jest obce. Szczerze mówiąc oczywiste było dla mnie, że nowy cykl na blogu, właśnie o podróżowaniu z psem, powinni otworzyć właśnie oni. I udało się. Zapraszam na rozmowę z Aleksandrą Makulską z bloga makulscy.com.

Makulscy

Kim jest Luśka, jak do Was trafiła i jak długo jest już z Wami?

Lusia jest z nami 6 lat, adoptowaliśmy ją z warszawskiego schroniska Na Paluchu, choć pojechaliśmy po zupełnie innego psa. Przed wyjazdem przejrzałam bazę fotograficzną i upatrzyłam sobie całkiem inną sunię. Po dotarciu na miejsce od razu poszliśmy poinformować, że przyjechaliśmy po tę konkretną i czy mogliby nas do niej zaprowadzić. Na co dostaliśmy informację, że wczoraj została adoptowana. Mało chętnie, obawiając się, że będziemy chcieli przygarnąć wszystkie psiaki, zdecydowaliśmy się przejść przez schronisko. Trafiliśmy wreszcie na domek, w którym są psy po zabiegach. I ona była tam właśnie po zabiegu. Nie wiedzieliśmy ani ile ma lat, ani czy to pies czy sunia, nie wiedzieliśmy o niej nic. Miała tylko czerwoną obróżkę z numerem. Była w schronisku miesiąc, przywieziona przez straż miejską. Nie miała więc jeszcze imienia, była świeżo po kwarantannie i po sterylizacji. Wróciliśmy do opiekunów i powiedzieliśmy, że tego psa chcemy i wtedy okazało się, że to sunia.

Taka była zarośnięta i kudłata, i pani w recepcji powiedziała nam, że ma chyba 5 lat. Kiedy jednak zabraliśmy ją do weterynarza, który bada psy przed wydaniem, obejrzał ją dokładnie i uznał, że ona nie ma więcej niż rok.

I pojechała z nami.

Dlaczego zdecydowaliście się na podróżowanie z psem?

Zawsze chciałam mieć psa, w kółko jednak słyszałam, że przecież tak lubię podróżować i co wtedy będzie z tym psem. Jak to co z tym psem? Będziemy go po prostu zabierać. Mamy takie podejście, że jeśli zdecydujemy się coś robić to robimy to w całości. Jeśli adoptujemy psa, to on staje się członkiem rodziny i nie będzie nigdzie podrzucany, bo my chcemy sobie odpocząć.

Od razu mieliśmy założenie, że będzie z nami jeździć samochodem. Nigdy nie myśleliśmy o samolocie. Mieliśmy jednak z tyłu głowy, że jeżeli będzie wymiotować, mieć chorobę lokomocyjną, to będziemy jeździć pociągiem albo rowerem. Wiedzieliśmy, że jakoś to ogarniemy. W drodze ze schroniska, wskoczyła od razu na tylną kanapę samochodu. I to był jedyny raz, kiedy przejechała siedząc grzecznie na tej tylnej kanapie, bo potem zawsze zeskakiwała i się kręciła. Albo schodziła na podłogę, albo chciała wejść mi na kolana. Nigdy już nie siedziała tak spokojnie, jak wtedy.

Stawiam na empatyczne podróżowanie z psem. Rzadko w tej chwili jeździmy z Luśką do dużych miast. Ona woli lasy, odludne miejsca. Nie chodzimy już z nią tak często do kawiarni czy restauracji, bo widzę, że ją to denerwuje. Wcześniej tak nie było, bo więcej się wokół nas działo, wszędzie ją zabieraliśmy i była do tego przyzwyczajona. Kiedy zaczęliśmy pracować w domu, to wszystko się uspokoiło i wyciszyła się.

Nie jest tak, że organizujemy wszystkie podróże pod nią, ale teraz już nie zabrałabym jej do Paryża, bo wiem, że źle by się tam czuła. Niektóre psy mieszkają w dużych miastach i to dla nich naturalne środowisko, także takie wycieczki ich nie przerażają. Nie wzięłabym jej też w kilkudniowy rejs, ani na pokład samolotu..

Nie lubię powiedzenia, że mój pies wszędzie czuje się dobrze tam, gdzie ja jestem…

Luśka kiedyś dobrze się czuła w Berlinie, jeździła metrem, nic jej nie przerażało. Kiedy jednak wróciliśmy tam 2 lata temu, to bała się wyjść z domu, bo na dole jeździł tramwaj.

Nigdy też nie jedziemy więcej niż 500 km dziennie. Jedziemy 200 km i zatrzymujemy się na godzinę, żeby Luśka się wybiegała i odpoczęła. Dla mnie to nie jest wymysł, że zabieram wszędzie ze sobą psa, żeby tylko na siłę pokazać, że się da. Staram się ją obserwować. Kiedy pojechaliśy w Dolomity, Luśka zrobiła sobie ranę na opuszku i to zaraz po pierwszej wycieczce. Nie rozpaczaliśmy, po prostu przez 3 kolejne dni nie robiliśmy nic, żeby jej się ta łapa wyleczyła. Trzeba zawsze patrzeć na potrzeby psa. Jeżeli spacerujesz ze swoim psem tylko wokół bloku, to nie zabierasz go potem nagle w Dolomity, bo sobie nie da rady.

Czy uważacie się za promotorów podróżowania z psem w Polsce?

Kiedy zaczęliśmy pisać bloga, to o podróżowaniu z psem pisała jeszcze tylko Kasia (Podróże z psem), która podróżowała pociągiem. Nie pamiętam, żebym w tamtym okresie natknęła się na inny polski blog, który byłby tylko o podróżowaniu z psem. Być może dla wielu osób byliśmy motorem – oni dają radę, to może my też spróbujemy. W tej chwili staramy się pokazywać, że da się wyjechać z Polski i pojechać dalej. O podróżach po Polsce pisze już teraz dużo osób. Jest dużo profili na Instagramie i powstało też dużo blogów o podróży z psem w góry, które są ciekawsze od naszych. Ludzie wchodzą wyżej, chodzą po bardziej wymagających szlakach i myślę, że czytelnicy teraz do nich idą po te informacje, a u nas szukają informacji o wyjazdach dalszych, tj. Finlandia, Dolomity czy Normandia.

Odkąd mamy Luśkę, obserwuję dużą zmianę w podejściu ludzi do psów. Kilka lat temu nikt nie myślał o behawioryście i o tym, że każdy problem z psem da się przepracować. W tej chwili jest to na porządku dziennym. Na Paluchu, podczas adopcji, oferują konsultacje z behawiorystą. Przykładów jest więcej – kiedyś były tylko obroże, teraz są wypasione szelki, amortyzujące smycze. Ludzie zbierają kupy.

Pamiętam, jak we Fracji czy Niemczech zaczęłam zwracać uwagę na to, ile psów jest na parkingach, w Polsce tego jeszcze nie było, a teraz już jest. Ludzie zabierają swoje psy w coraz więcej miejsc.

Makulscy

W jakim miejscu było Lusi najfajniej, gdzie się najlepiej czuła?

Luśka zawsze najlepiej się czuje na plaży. Jak poczuje morze to szaleje. Bałtyk, Bornholm, Normandia, Brytania. Bardzo dobrze czuła się też w Finlandii, pewnie ze względu na to, że było tam mało ludzi.

Bardzo źle się natomiast czuła w Hiszpanii. To był nasz drugi wyjazd, pojechaliśmy na Gibraltar i do Andaluzji. Był to kwiecień i było ponad 30°C. Nie kontynuowaliśmy tej podróży, tylko staraliśmy się uciekać.

Jak Luśka jest zabezpieczona w samochodzie?

Lusia ma transporter na tylnym siedzeniu, który jest przypięty pasami. W środku 3 koce, żeby było jej miękko pod pupą. Może się w nim wyprostować, poobracać.

Czym się różni podróżowanie z psem od podróżowania bez psa?

Główną różnicą jest to, że zwalniasz. Kiedy podróżowaliśmy bez niej to byliśmy napaleni na to, żeby zobaczyć jak najwięcej. Już od pierwszego wspólnego wyjazdu do Normandii nastąpiło totalne zwolnienie. Nie jest ważne ile zobaczymy, tylko jak spędzimy razem czas.

Na Korsyce na przykład, ponieważ było zbyt ciepło, nie robiliśmy nic do 15:00. Po prostu siedzieliśmy, czytaliśmy książki, gotowaliśmy obiad, Luśka sobie biegała. Dopiero po południu zaczynaliśmy coś robić. I tak zobaczyliśmy sporo, a przede wszystkim udało nam się odpocząć.

Co jest dla Ciebie największą zaletą w podróżowaniu z psem?

Zdecydowanie to, że nie muszę się z nią rozstawać. Luśka jest częścią naszej rodziny. Kiedy pracuję, nie mam dla niej czasu, a na urlopie wreszcie mogę sobie z nią poleżeć, pobawić się, spędzić z nią czas. Nie wyobrażam sobie, że właśnie wtedy miałabym ją odesłać mamie, wtedy kiedy właśnie mam dla niej czas.

Co jest największą wadą takich podróży?

Wadą jest to, że masz kolejną istotę w życiu, o którą musisz się martwić. Czy nic jej się nie stało, czy nie złapała kleszcza, czy ten szlak nie będzie za trudny, czy nie jest jej za gorąco. Im bardziej otwierasz swoje serce, im przyjmujesz do niego więcej istot, tym bardziej się o nie martwisz. Zarówno w domu, jak i w podróży.

Czy odczuliście różnicę w budżecie wakacyjnym odkąd zaczeliście podróżować z psem?

Nie. Też podróżowalibyśmy samochodem, ponieważ boję się latać. Te kwoty byłyby takie same. Czasami musisz zapłacić dodatkowo za nocleg psa w hotelu, ale wtedy staramy się wybierać te, gdzie nie musimy płacić bajońskich sum za Luśkę.

Czy zdarzyły Wam się jakieś trudne momenty w podróży, np. choroba Luśki?

Raz nam się pochorowała i musieliśmy iść do weterynarza. Kilka lat temu, choć bardziej profilaktycznie, byliśmy u weterynarza, bo wydawało nam się, że zjadła trutkę na szczury. Weszła pod ławę, gdzie była rozsypana. Nie jesteśmy pewni czy zjadła, czy tylko wąchała, ale dostała wtedy profilaktyczny zastrzyk.

Czy masz jakieś rady dla osób, które chcą zacząć podróżować ze swoim psem?

Musisz pamiętać, że to ty najlepiej znasz swojego psa i wiesz, gdzie się będzie najlepiej czuł i jak te wakacje możecie spędzić fajnie razem. Z jednej strony nie bać się jechać z psem, bo skoro radzisz sobie w życiu codziennym, ten wyjazd wcale nie jest to coś takiego wyjątkowego. Tak samo wstajecie, chodzicie na spacery, rytm dnia może być taki sam. Ale nie rób nic nietypowego dla psa – miejskiego psa nie zabieraj od razu na szlak o długości 20 km, a psa który mieszka poza miastem, nie wrzucaj w sam środek Berlina i nie oczekuj, że się będzie tam dobrze czuł. Zawsze obserwuj psa, patrz na jego reakcje. Z psem, który nie lubi upałów, nie jedź w szczycie sezonu do Chorwacji…

Makulscy

Luśkę oraz towarzyszy jej podróży znajdziesz także na Instagramie i na Facebooku.



Poznaj Haku na szlaku, ekipę podróżującą po Ameryce Południowej!