Love Krowe – z mopsem w kajaku i pod namiotem

Lubię ich. Tak po prostu. Za naturalność, poczucie humoru, za to że zabierają na weekend do lasu termiczny kubek wypełniony winem. Lubię ich też za mopsa. Mopsy to przecież takie urocze stworzenia! Zresztą, oni muszą być fajni skoro ich pies dostał imię po ogrze z Gumisiów…

Jeśli jeszcze nie znasz to poznaj – Love Krowe, Karolina i Toudi Siwkiewicz. Miłośnicy podróży, kajaków, namiotów i noclegów na dziko.

Wpadnij do nich na blog Love Krowe, Instagram i Facebook.

love krowe
ekipa Love Krowe

Kim jest Toudi i jak dołączył do Waszej rodziny?

Toudi to najmłodszy podóżnik w naszej trzyosobowej rodzinie. Z Arkiem zawsze marzyliśmy o psie rasy mops. Czekaliśmy tylko na moment aż zamieszkamy razem – była to przemyślana i świadoma decyzja. Doczekaliśmy się! W Wigilię, prawie równo 9 miesięcy po ślubie zamieszkał z nami mały ogr… Nie wiem czy oglądałaś „Gumisie”  – najmniejszy ogr miał na imię właśnie Toudi. Patrząc na jego pyszczek, nie mogliśmy nazwać go inaczej. Od początku było dla nas oczywiste – będzie podróżował razem z nami.

Dlaczego zdecydowaliście się na podróżowanie z psem?

Tak naprawdę jest to nasz wybór, a nie konieczność. Nasi rodzice, tak jak my, mieszkają w Lublinie, więc kiedy tylko potrzebujemy możemy zostawić go pod opieką „babci”. Najczęściej jednak podróżujemy razem z Toudim. Mieszkamy razem, spędzamy czas razem, to było dla nas oczywiste – wakacje też będziemy spędzać we trójkę. 

Dobranego stada się nie rozdziela.

W pierwszą dalszą podóż pojechał z nami już w wieku 8 miesięcy. Ruszyliśmy z przyczepą kempingową do Chorwacji. Pug na Wyspie Pag – to musiało się udać! Potem była też Bośnia i Hercegowina, Czechy, Anglia, wyspa Skye na północy Szkocji.

Dużo pływacie kajakiem, a Toudi z Wami. Jak to się stało, że zdecydowaliście się zabrać mopsa na kajak?

Kajak jest nieodłącznym elementem naszych podróży. Blog Love Krowe zaczął się od podróży rowerem. Jednak górzysta Norwegia tak dała nam popalić, że na rower już szybko nie wsiedliśmy i przerzuciliśmy się właśnie na kajak. Może i dobrze, bo łatwiej zapakować psa na kajak, niż na rower…

Gdy Toudi miał ok. 6 miesięcy kupiliśmy mu psią kamizelkę ratunkową i wsiedliśmy pierwszy raz na kajak. Pierwsza próba zakończyła się chlupnięciem do wody, ale szybko nauczył się jak łapać balans i teraz sam chętnie wskakuje na pokład. Najczęściej mości się wygodnie na samym dziobie. Od zawsze to jego honorowe miejsce – chociaż teraz trochę się rozrósł i ciężko pomieścić tam takiego kapitana… Dla bezpieczeństwa jest cały czas asekurowany. Przypinam go karabińczykiem grubą liną do mojej kamizelki, bo często zdarza mu się zasnąć na dziobie i w najlesze chrapać! 

Lubi pływać?

 Wpław niekoniecznie (chociaż umie ) – na kajaku bardzo!

Z kajakowych wypraw najlepiej wspominamy 4-dniowy spływ Wisłą, z nocowaniem na bezludnych wyspach i oczywiście z mopsem na pokładzie. Zapakowaliśmy zapas jedzenia na kilka dni i przepłynęliśmy trasę z Sandomierza do Kazimierza Dolnego. Nie spotkaliśmy wtedy ani jednej osoby, za to mnóstwo zwierząt. Ale to była przygoda! I najważniejsze, że przeżyliśy ją razem.  

Na Bugu też spędziliśmy całe 3 dni. 

Z takich rad – na bezludnej, piaszczystej wsypie warto pomóc pieskowi i wbić w ziemię patyk. Okazało się, że Toudi nie mógł się załatwić przez kilka godzin, bo wszędzie był tylko piasek i piasek….

love krowe

A jak Toudi znosi spanie pod namiotem? Wyobrażam sobie, że moje psy szczekałyby bez ustanku… 

Pytanie powinno brzmieć  – jak my go znosimy…

A tak serio to bardzo dobrze. Czasami mamy problem z zagonieniem go do namiotu. Mopsy bardzo źle znoszą wysokie temperatury, więc w okresie wakacyjnym Toudi przestawia się na tryb nocny. Gdy my chcemy już iść spać, on najczęściej wskakuje do wody, łapie żaby i ucieka przed nami wokół namiotu… Potem cudem wciskamy tą mokrą, brudną kulkę do środka. 

Podczas noclegu w lesie czy na bezludnej wyspie, czuje jednak dzikie zwierzęta. Zdarza mu się wtedy szczekać i bronić naszczego obozowiska, ale gdy mościmy się już wygodnie w namiocie z reguły zapada w błogi sen. Ma wtedy inny sposób na odstraszanie zwierzyny – chrapanie! Oj bardzo chrapie… – ale nie bardziej niż mój mąż! 

Podróżujecie także po Europie. Czy trudno było zabrać mopsa do Szkocji?

Szkocję wybraliśmy właśnie ze wzgledu na Toudiego. Zawsze marzyła nam się Islandia! Jednak ze względu na odległosć i konieczną kwarantannę, taki wyjazd zupełnie odpadał z psem. Znaleźliśmy miejsce, które jest prawie równie piękne – Wsypę Skye, zwaną Islandią w pigułce. Wodospady są może mniejsze, źródła zimne a nie gorące, ale są klify, maskonury, foki i przepiękne zielone tereny! Toudi mógł poczuć się tam jak mały Hobbit wędrujący po pustkowiach!

Jeżeli chodzi o trudności, to formalości były standardowe – aktualne szczepienie przeciwko wściekliźnie, odrobaczenie tuż przed wyjazdem i zaświadczenie o stanie zdrowia. Trzeba było jednak sprawdzić dokładnie różne przepisy. Ze względu na Toudiego wybraliśmy przeprawę Eurotunelem – czyli pociągiem pod Kanałem La Manche. Na promie trzeba by było opuścić psa i zostawić samego w samochodzie – to nie wchodziło w grę.

Największą trudnością była jednak sama odległość. W jedną stronę do przejechania mieliśmy ok. 3 tys. kilometrów. Samą jazdę samochodem Toudi znosi bardzo dobrze, ale pod koniec wszyscy nudziliśmy się jak mops…. Ale było warto! 

love krowe

A jak było z wyjazdem do Chorwacji?

Chorwacji trochę się obawialiśmy – to była nasza pierwsza wspólna zagraniczna podróż i to z psim nastolatkiem! Chorwacja okazała się jednak fantastycznym, psiolubnym miejscem. Mieszkaliśmy wtedy w przyczepie kempingowej nad samą zatoką na Wyspie Pag. 

Oczywiście obawiałam się też upałów.  Na kempingu było jednak mnóstwo innych psów i wszystkie świetnie sobie radziły – razem bawiły się, wskakiwały do wody, a najbardziej słoneczne godziny po prostu przesypiały. Wydaje mi się, ze Toudi gorzej znosi upłały na co dzień w mieście, niż na wakacjach w Chorwacji. W Chorwacji biegał luzem i sam decydował czy chce odpocząć pod wentylatorem, czy popływać w wodzie. Tam też nauczył się pływać wpław. Sam wskakiwał na SUP-a czy różowego flaminga. 

Oczywiście ze względu na klimat był to wyjazd typowo wypoczynkowy. Zwiedzanie miast w upale z mopsem nie wchodziło w grę. Plitvickie Jeziora, Park Narodowy Krka czy Biokovo były fantastyczne – jest tam chłodno i można wejść z psem, ale ze względu na tłumy polecam te miejsca przed lub po sezonie. 

Który z odwiedzonych przez Was krajów postrzegasz jako najbardziej psiolubny?

Wydaje mi się, że Anglię i Szkocję. Na szlakach i kempingach spotykaliśmy mnóstwo psów. W miejscach turystycznych były nawet stragany z pamiątkami dla psów i automaty ze smaczkami i gryzakami! 

Do większości pubów też bez problemu wchodziliśmy z psem – nie wpuścili nas tylko do wytwórni whisky. Za to wybraliśmy się na rejs statkiem w poszukiwaniu fok i maskonurów. Maskonury okazały się ptakami wielkości gołębia, więc dla reszty wycieczki Toudi okazał się bardziej fotogenicznym obiektem niż same ptaki.

Angielska „psia pogoda” też była fantastyczna dla psa o tak krótkim pyszczku. W końcu, bez dyszenia, mogliśmy poszaleć na szlakach i pozwiedzać. Udało się – postawiliśmy 4 nogi i 4 łapy na najpiękniejszym szkockim szlaku  – The Storr.

Jeździcie autem, jak Toudi jest zabezpieczony podczas podróży?

Z racji tego, że przerobiliśmy nasz samochód w sypialnego minivana, mamy mały utrudnenie – brak siedzeń z tyłu. Teraz wozimy ze sobą ciagle pościelone łóżko, pod spodem mamy  wysuwane szuflady z kuchenką turystyczną i zapasem jedzenia. Toudi siedzi więc z tyłu, do pasów mocujemy psie pasy bezpieczeństwa i przypinamy do szelek. W tej kwestii szukamy jeszcze idelanego rozwiązania – rozglądam się za czymś lepszym. 

W jakim miejscu było mu najfajniej, gdzie według Ciebie Toudi czuł się najlepiej?

Śmieję się, że człowiek zabiera psa na wakacje, jeździ po świecie, a ten potem i tak najlepiej bawi się w błocie na Mazurach.

Toudi najlepiej czuje się chyba w tak zwanych sielskich klimatach. Miejsca, w których ma swobodny dostęp do kąpieli w wodzie i do spokojnego odpoczynku. Podczas wyjazdów staramy dobierać miejsca „pod niego”. Koniecznie w ładnych okolicznościach przyrody, z dala od ulicy. 

Szukamy też miejsc, w których nie ma nakazu trzymania psa na smyczy.  Gdy Toudi widzi przestrzeń, wodę, inne psy, a nie może z tego skorzystać, bardzo się męczy. Najlepiej czuje się w miejscach gdzie może biegać, gdzie tylko mopsia dusza zapragnie – i w okolicach grilla… 

Takie kempingi były zarówno w Szkocji, w Chorwacji, jak i w Polsce – np. nad Dunajcem czy w okolicach Lublina.

Jaka jest najbardziej szalona rzecz, jaką zrobił Toudi na wakacjach?

Chyba spływ Dunajcem – a tak naprawdę rafting. Z punktu widzenia tratwy Dunajec może wydawać się dosyć łagodny, ale na kajaku to rwąca, górska rzeka. Nie będę polecała takiej aktywności, bo było to mocne przeżycie również dla nas, ale Toudi spisał się na medal i jako jedyny wyszedł z tego suchą łapą! 

Myślisz, że sprawia mu frajdę wspólne podróżowanie?

Na pewno! Uwielbiam ten moment gdy zajeżdżamy w okolice rzeki czy jeziora – wypuszczam go z samochodu i mówię „biegaj”!  Podkula wtedy ogon i biega w kółko jak szalony – przypomina wtedy raczej diabła tasmańskiego! Na jego twarzy maluje się wtedy mnóstwo emocji. Psy też potrzebują atrakcji, nowych doznań, wrażeń. Wbrew opinii niektórych, nie wystarczy im tylko jedzenie, spanie i 3 spacery dziennie. One też potrzebują przygód!

Chociaż może tego potem nie wspominają – liczy się chwila. Od Toudiego też dużo się uczymy. Na wyjazdach często zwalniamy i  staramy się żyć tu i teraz. Tak jak on.

Love Krowe kulinarnie

Jak reaguje na nowe miejsce? 

Na początku bardzo intesywnie – szaleje ze szczęścia. Potem musimy go trochę przystopować, żeby się wyspał, zregenerował. Pies potrzebuje ok. 16-18 godzin snu. W podróży czasami jest tak dużo wrażeń, że ciężko mówić o spokojnym odpoczynku. Dlatego na dłuższych wyjazdach staramy się zostawać 2-3 dni w jednym miejscu, żeby Toudi miał czas na regenerację.

Przez to oczywiście odpuszczamy jakieś atrakcje, które moglibyśmy zobaczyć w międzyczasie. Ważniejsze jest jednak dla nas to co wyniesiemy z danej podróży – nie musi być to kolejne zdjęcie na tle top atrakcji. Może to być widok o poranku – owce pasące się tuż przed namiotem i my przyglądający się temu z kubkiem parującej kawy. Z Toudim u boku. Tylko tyle, a aż tyle.

Czy jest jakieś miejsce, do którego na pewno byś go nie zabrała?

Pustynia, czyli Maroko lub Jordania – nasze ostatnie kierunki, w których byliśmy tylko we dwoje. Palący piasek, temperatura sięgająca 40 stopni to nie jest dobry kierunek dla psa, a w szczególności mopsa. Tym bardziej, że w krajach muzułmańskich psy nie są zbyt mile widziane. Oba kraje i ludzie w nich mieszkający są niesamowite, ale nie jest to dobre miejsce na wypad z psem. Wszystkie wyjazdy, które odbyliśmy razem z Toudim są przemyślane. Nie bierzemy go dlatego, że musimy, ale po to żeby też mał frajdę z wyjazdu.

Podróż marzeń, miejsce ze snów to… ?

Jest tego mnóstwo! 

Między innymi Wasz ostatni trip – czyli podróż kamperem. Nie ważne gdzie, byle przed siebie.

A niedługo planujemy na dłużej zaszyć się w Norwegii – naszym miejscu ze snów. Byliśmy tam już w podróży zaręczynowej, potem poślubnej, teraz zamierzamy pokazać Norwegię Toudiemu. A jak mówimy już o spełnianiu marzeń to marzę o upolowaniu zorzy polarnej. Toudi psem myśliwskim nie jest, ale mam nadzieję weźmie udział w polowaniu na marzenia.


Znasz już ekipę WorldWideDOGZ? Zobacz dokąd oni podróżują! KLIK