Behawiorysta – doświadczenia psich blogerów

Czy behawiorysta to dobry wybór? Czy behawiorysta to faktycznie osoba, która wprowadzi do naszego domu, do świata naszego i świata naszych zwierząt ład i porządek? Czy behawioryści są nieomylni? Czy wykonają za nas całą pracę, a pies jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle stanie się psem bez problemów?

Rynek usług behawiorystów w Polsce rozwija się bardzo intensywnie. Jak dobrać tego odpowiedniego dla nas? Na co zwrócić uwagę przy wyborze? Czy w ogóle warto zgłosić się do specjalisty? I przede wszystkim czy można bezgranicznie ufać każdemu, na kogo się trafi? 

Do stworzenia tego artykułu skłoniło mnie nasze doświadczenie. Ubolewam, że w naszej okolicy nie mamy wyboru takiego, jaki mają mieszkańcy dużych polskich miast, a właściwie nie mamy wyboru prawie wcale. A chciałabym znaleźć behawiorystę idealnego, z którym dogadam się ja, i którego moje psy nie będą się bać. Chciałabym mieć możliwość popracować ze specjalistą trochę dłużej. Nasz behawiorysta nie do końca przemówił do mnie swoimi praktykami. Część z nich spróbowaliśmy wdrożyć w życie i pojedyncze rzeczy faktycznie sprawdzają się, ale większości nie czuję i nie stosuję ich w naszym domu.

Ale przecież nie każdy behawiorysta okaże się złym wyborem. Poprosiłam kilku psich blogerów, by opowiedzieli, jak wyglądały ich doświadczenia z ekspertem. Mam nadzieję, że ich historie pozwolą ci podjąć decyzję najlepszą dla ciebie i twojego psijaciela.

Pamiętaj, że zawsze warto prosić o pomoc.

Aleksanda Makulska

behawiorysta

Gdy zdecydowalismy się na adopcję drugiego psa wiedzieliśmy, że bedziemy potrzebować pomocy specjalisty. W schronisku w Toruniu spędziliśmy dwa dni, podczas których Bolek z Florką poznawali się, spacerowali na smyczy, biegali na psim wybiegu, a nawet jeździli razem samochodem – wszystko pod czujnym okiem niezwykłej zoopsycholog Justyny prowadzacej konsultacje i szkolenia dla psiaków w szkole Pesek. Sprawdzaliśmy jak pieseły na siebie reagują i czy jest szansa, że bedzie im sie razem dobrze żyło. Justyna pomagała nam czytać sygnały, które wzajemnie sobie wysyłali, tłumaczyła jak interpretować zachowania i dawała mnóstwo rad. Cierpliwie odpowiadała na wszystkie pytania i radziła jak rozwiazywać potencjalne problemy. Dzięki jej pomocy byliśmy przygotowani na każdy możliwy scenariusz i decyzję o adopcji drugiego psa mogliśmy podjąć w pełni świadomie, a nie pod wpływem impulsu. 

Michalina Jóźwiak

behawiorysta

Podjęcie przez ze mnie decyzji o zaaranżowaniu spotkania z behawiorystą nie było proste. Jednak zdecydowałam się na to, ponieważ czułam się bezsilna, postawiona pod ścianą, z brakiem wiary w metody, jakie do tej pory stosowałam. Po długich rozważaniach, domowych debatach, wybrałam numer telefonu, odbyłam krótką rozmowę z behawiorystą i czekałam na ten konkretny dzień.

W swoich skromnych progach gościłam dwóch różnych behawiorystów. Każda z zaproszonych osób przyszła do innego psa, a zatem omawiane były inne problemy. O wiele więcej miałam do zarzucenia pierwszej osobie, dlatego o pierwszej wizycie znacznie się rozpiszę. Po drugiej wizycie brakowało mi tylko pisemnego podsumowania z ćwiczeniami od behawiorysty, jakie mieliśmy wykonać.

Freya bała się wszystkiego, dosłownie. Jedyne z czym nie miała problemu to samochody i jazda nimi. Niektóre drobne rzeczy udało mi się z nią wypracować samodzielnie, jednak pozostawała kwestia wychodzenia na dwór, przyjmowania gość, kontaktów z innymi psami oraz nadwrażliwości na dźwięki. 

Nie liczyłam, że ktoś przyjdzie pstryknie palcami i powie mi, że za rok będzie po problemach. Jednak miałam nadzieję, że otrzymam klucz do tego, jak wypracować zmniejszoną reakcję na najbardziej problematyczne bodźce. 

Oczywiście Freya w trakcie wizyty obcej osoby w domu zachowała się, jak każdy idealny, bezproblemowy piesek. A mianowicie, obwąchała behawiorystę, chwilę się pokręciła i poszła spać. Był to pierwszy i ostatni raz, gdy była taka spokojna podczas wizyty kogoś obcego. Moment wychodzenia na spacer przebiegł w połowie „normalnie”, jak na co dzień, czyli trzeba było Freyę wynieść na klatkę, po której poruszała się w miarę swobodnie, ale sama z budynku nie wyszła. Sam spacer był taki jak zwykle, to znaczy Freya robiła kilka kroków, zatrzymywała się, nasłuchiwała, obserwowała i próbowała uciekać. Na trawnik musiałam ją zanieść, bo nie była w stanie sama iść od domu do zielonej trawki.

Niestety, w sprawie zwalczenia lub zminimalizowania lęków na spacerach, behawiorysta nie miał mi nic do powiedzenia. Odniosłam wrażenie, że ta osoba, nie miała zielonego pojęcia, jak postąpić w tym przypadku. Szczerze? Gdyby mi ktoś wprost powiedział, że nie wie, jak rozwiązać nasz problem, patrzyłabym na tę sytuację zupełnie inaczej. A tak, niesmak pozostał, bo moja wiedza w sprawie postępowania ze swoim psiakiem nie zmieniła się. Dalej musiałam sama wyginać swój umysł, aby stopniowo przekonać Freyę do tego, że wyjście na spacer nie jest złe. 

Dodatkowo, byłam bardzo zaskoczona, gdy behawiorysta kazał mi szarpać psem i odchodzić w przeciwnym kierunku, gdy na horyzoncie Freya dostrzeże obcego psa (których również się bała). Oczywiście, nigdy tego nie zrobiłam, bo wydawało mi się bez sensu, aby szarpać psem, który na widok drugiego psa potrafił kulić ogon pod siebie. 

Zaleceń i ćwiczeń do wykonania było dość dużo, co przerosło trochę moją organizację treningów z psem. Zdecydowanie wolałabym, aby behawiorysta wskazał mi listę priorytetów do przećwiczenia, tak aby łatwiej było układać plan treningów. Brak takiej informacji wprowadził chaos, a to przeniosło się na ćwiczenia. Wszystkiego było po trochu, bo nie umiałam ustalić, która rzecz jest ważniejsza i będzie miała większy wpływ na poprawę zachowania i komfortu Frei. 

Podsumowując, trochę się zawiodłam, bo nie uzyskałam pomocy przy największym (moim zdaniem) problemie, jakim było wychodzenie na dwór i spacerowanie. 

Iwona Stepajtis

behawiorysta

Nasze doświadczenia z behawiorystami są skrajnie różne: od pełnego zachwytu po niechęć. Z naszych doświadczeń wynika, że okrutnie ciężko znaleźć dobrego specjalistę. Fado jest psem o skomplikowanej emocjonalności i w szale nie reaguje na smaczki. Sporo PLNów upłynęło zanim trafiliśmy na odpowiedniego szkoleniowca.

Współpraca z takim specjalistą musi polegać na zrozumieniu zwierzęcia, a nie klepaniu wyuczonych formułek, które mogę przeczytać w każdym poradniku. Jedyne szczęście w tych naszych poszukiwaniach było takie, że nie zrobiliśmy psiakowi krzywdy złym sposobem szkolenia.

Niestety początki z problematycznym psem są ciężkie, a frustrację podkręca trener, który dziwi się, że jego metody nie działają, ale pieniądz i tak bierze. Jeszcze, gdy mieszkaliśmy na Śląsku, trafiliśmy na młodą dziewczynę, która chyba była zaraz po kursie. Zasadniczo z posłusznym labkiem dałaby sobie radę. Niestety, krnąbrny Fado pozostał dla niej orzechem nie do zgryzienia.

Fartem trafiliśmy (już w Wawie) na bardzo rzeczowego specjalistę, który pomógł nam nauczyć się, jak rozumieć sygnały naszego psa i jak je interpretować. Dzięki niemu możemy Fado zabierać ze sobą wszędzie. Farsa też już miała przyjemność go poznać. Teraz przed nami dużo pracy.

Katarzyna Świerczyńska

U nas ogromnym problemem były ucieczki w poszukiwaniu jedzenia. Na osiedlu, na którym mieszkałam w Warszawie, ludzie wyrzucali tony jedzenia (resztki obiadów, chleb, po świętach na porządku dziennym były stare sałatki, itp.) i Flicka non stop zwiewała za żarciem (żaden kaganiec wtedy nie zdał u nas egzaminu – potrafiła nawet przez kratki kagańca wciskać jedzenie).

Byłyśmy wtedy po kursach posłuszeństwa, ale postanowiłam poprosić o pomoc behawiorystkę. To była jedna konsultacja. Najpierw kazała mi pokazać, jak Flicka reaguje na komendę „fe!” czy „zostaw”. Rozsypała smaki, Flicka je perfekcyjnie ominęła, odwracając wzrok nawet. Wszystko idealnie. Potem poszłyśmy dalej i kazała Flickę puścić, żeby zobaczyć, jak się zachowuje. Flicka sprintem pobiegła po te rozsypane smaki i zjadła wszystko. Behawiorystka stwierdziła wtedy, że Flicka ma coś takiego jak tryb treningowy, a „zwykłe życie” to inna sprawa i mamy jak najwięcej ćwiczyć na spacerach, nie oddzielając – że teraz trening i pies wzorowo wszystko robi. Oczywiście tak robiłam, ale problem nie znikał.

Przypadkiem wygrałyśmy w konkursie (lub na zawodach) voucher do Centrum Edukacji Kynologicznej „Zuzik” (Piotra Awenckiego) i poszłam tam z Flicką na kurs sztuczek. Przy okazji wyszło, że mamy taki problem. I wlaśnie Piotr mi powiedział genialną wprost rzecz, która mi pozwoliła zrozumieć psa i totalnie inaczej ustawić wszystko: że dla niej zostawienie znalezionego jedzenia to tak, jak dla mnie niepodniesienie zmalezionych 100zł. No bez sensu! Piotr tłumaczył to w ten sposób: co przekona cię, że jednak ma to sens? Jeśli dostaniesz więcej, niż ta stówa, a nawet może czasem i dodatkowo tę stówę.

Czyli przekładając na psie: zostawiasz znaleziony chleb, dostajesz od człowieka supersmaka, a potem wracacie i człowiek, i tak daje ci ten chleb (tak robimy, jeśli widzę, że nie jest to nic spleśniałego – dostaje wtedy choć kawałek, ale ode mnie). Pokazał świetne sposoby jak ćwiczyć zostawianie. I jak zrobić, żeby pies miał poczucie wygranej, a nie, że bez sensu zostawia superznalezisko. Oczywiście my ciągle ćwiczymy, ale generalnie komenda „zostaw” i „fe” (ta druga jak już ma w pysku i widzę, że jej ciężko będzie wypluć) u nas naprawdę całkiem dobrze działa. 

To co bym radziła przy poszukiwaniach, to słuchać opinii innych, ale nie na zasadzie, że kogoś tam znam i polecam, ale podpytać, czy serio uzyskałaś pomoc i w jaki sposób.

Oczywiście co do pierwszej behawiorystki – ona prawidłowo postawiła diagnozę, tylko może to była kwestia tego, że nie do końca sprawdziło się u nas „zwykłe” ćwiczenie na spacerach. Ten patent, że Flicka czasem dostaje to, co zostawiła, okazał się genialny po prostu. No i przykład ze 100zł bardzo zadziałał na moją wyobraźnię i można powiedzieć, że dzięki temu zrozumiałam, o co co chodzi mojemu psu. A kiedu już to wiesz, to wszystko jest dużo prostsze.

Agnieszka Świetlik

behawiorysta

Bywa, że nasz ukochany pupil sprawia, że codzienne życie z nim generuje sporo trudnych emocji, takich jak złość (spowodowana np. nadmiernym szczekaniem), strach (np. o to, że kogoś ugryzie) czy smutek (który może się pojawić, kiedy widzimy u swojego zwierzaka zachowania lękowe). Każdy z takich problemów jest możliwy do przepracowania z behawiorystą. Jak znaleźć dobrego? Ja przede wszystkim jestem zwolenniczką tych opierających swoje praktyki na metodach pozytywnych. Mając to na uwadze można popytać znajomych lub poprosić o jakieś polecenia w grupach o psiej tematyce na Facebooku.

Aktualnie wielu behawiorystów działa też w mediach społecznościowych, co daje nam możliwość podejrzenia ich metod bez zapraszania ich do siebie na płatną konsultację. Kiedy już zdecydujemy się na współpracę z konkretnym behawiorystą, musimy liczyć się z tym, że po jego wyjściu nasze problemy nie znikną w magiczny sposób. Dopiero teraz zaczyna się ciężka i bardzo trudna praca dla całej rodziny. To niesamowicie ważne, aby wszyscy członkowie rodziny stosowali się do zaleceń. Bez współpracy i konsekwentnych działań nic nie wskóramy, a pieniądze zainwestowane w konsultacje okażą się wyrzuconymi w błoto.

Czasami jednak może się też zdarzyć, że metody wybranego behawiorysty nie będą nam do końca odpowiadać, bo np. nie będą one zbyt dobrze dopasowane do naszej rodziny lub będziemy obserwować, że pomimo naszej żelaznej konsekwencji, one nie działają. Każde zwierzę jest inne, dobry behawiorysta powinien to rozumieć i modyfikować swoje metody tak, aby przynosiły one dobre efekty, a nie generowały dodatkowy stres. Uważam, że jeśli takiej elastyczności ze strony behawiorysty nie ma, to lepiej się rozstać i zainwestować w pracę z kimś innym. 

Monika Grzechnik

behawiorysta

Do behawiorystki trafiliśmy z Berylem po tym, jak zaatakował go inny pies. Co prawda nic wielkiego się wtedy nie stało – nie polała się krew – ale wystarczyło, by przestraszyć wyżła na tyle, że nie chciał potem mijać na spacerze ani tego konkretnego psa, ani żadnego, który był do niego podobny. Chował się za moje nogi i drżał. Zmienił się też ogólnie w kontaktach z psami. Nawet do tych, które już wcześniej poznał, zaczął podchodzić bardzo ostrożnie – tak jakby spodziewał się, że ktoś go zaraz zaatakuje. Kładł uszy po sobie, jeżył się, cały sztywniał, chował pod siebie ogon. Bardzo nie chciałam, by mój wesoły i przyjazny pies zakorzenił sobie taki strach i związaną z nim agresję. Poczułam, że trzeba mu pomóc, i wtedy zgłosiłam się do behawiorystki.

Warte podkreślenia jest to, że na długo przed tą sytuacją obserwowałam już jej działalność w internecie. Nie poszłam więc do pierwszej lepszej osoby, ale do kogoś, o kim miałam już jako takie pojęcie. Uważam za ogromnie ważne to, by trafić z psem pod właściwy adres – w dzisiejszych czasach popularność tego zawodu i stosunkowa łatwość zdobycia uprawnień sprawia, że niekoniecznie pierwsze nazwisko, na które trafimy, będzie tym właściwym. Oczywiście zawsze jest jakieś ryzyko, ale im więcej poczytamy, popytamy i posprawdzamy, tym większa szansa, że obędzie się bez wpadek.

W naszym przypadku konsultacja z behawiorystką okazała się strzałem w dziesiątkę. Dzięki właściwie dobieranym grupom spacerowym i rozsądnie poprowadzonej socjalizacji udało nam się odpracować to, co zepsuło feralne spotkanie z agresorem. Przy okazji dowiedziałam się również o swoim psie wielu dodatkowych, bardzo cennych rzeczy oraz nauczyłam się czytać jego emocje i pomagać mu w radzeniu sobie z nimi. Zmieniłam też zupełnie swoje podejście do spacerów z nowymi psami. Odkąd trafiliśmy do behawiorystki, unikamy przypadkowych spotkań na smyczy, a stawiamy na spacery równoległe. Beryl nauczył się lepiej komunikować i zrozumiał, że kiedy czegoś nie chce, może to asertywnie pokazać.

Chciałabym podkreślić jeszcze jedną rzecz: największej pracy do wykonania nie miał wcale Beryl. To ja musiałam zrobić najwięcej. Bardzo, ale to bardzo ważna przy współpracy z behawiorystą jest otwartość umysłu przewodnika. Samo spotkanie ze specjalistą nie przyniesie magicznych efektów. To MY musimy być gotowi na wprowadzenie niezbędnych zmian, a najpierw w ogóle usłyszeć i przyjąć, że są one potrzebne. Zdarza się, że do poprawy stanu emocjonalnego naszego psa niezbędne jest przewrócenie życia do góry nogami i zupełne odejście od wcześniejszych przyzwyczajeń. Jeśli nie będzie w nas gotowości na wysłuchanie opinii eksperta bez unoszenia się honorem ani na wdrożenie jego porad mimo towarzyszących temu trudności, na pewno nic w naszym życiu z psem nie ulegnie poprawie.


Zdjęcia oraz imiona i nazwiska to aktywne linki,
które przeniosą cię na blogi i Instagramy dziewczyn.
Dziewczyn i ich piesełów oczywiście.