slow travel Grecja

Slow travel w Grecji, czyli moje tu i teraz

Siedzę na tarasie pełnym kwiatów w wynajętym bungalow. W tle ćwierkają ptaki. Jest upalnie, mimo że jest dopiero 8 rano. Zza chmur nieśmiało przebija się słońce. Spijam pyszną kawę i piszę do ciebie. Nie dlatego, że muszę, ale dlatego że chcę. To właśnie jest dla mnie slow travel.

slow travel grecja

Powolne podróże

Od kilku już lat podróżujemy powoli. Nie odhaczamy jak szaleni miejsc na mapie, nie zaliczamy atrakcji turystycznych z wywieszonym jęzorem. Najczęściej wynajmujemy mieszkanie zamiast hotelu, by wtopić się w lokalną społeczność trochę bardziej. Zamiast posiłków w restauracji kupujemy coś na wynos bądź organizujemy sobie przekąski piknikowe i uciekamy z dala od ludzi jedząc fantastyczny posiłek za pół darmo i popijając go lokalnym winem w miejscu zapierającym dech w piersiach. Często gotujemy wieczorami. Wykorzystujemy lokalne produkty, zajadamy się greckimi oliwkami czy serem z lokalnego gospodarstwa.

slow travel w Grecji

Tu i teraz

Moje slow travel to wynajęcie auta, jeśli nie mogę się dostać do danego kraju swoim. Dzięki temu mogę pojechać w najdalszy zakątek wyspy, mogę dotrzeć do najbardziej zapomnianej wioski. I być. Tu i teraz. Spotkać babulkę, która na końcu świata prowadzi małą knajpkę i zjeść u niej tradycyjnie przygotowany obiad. Mogę zjechać na plażę, o której dawno wszyscy już zapomnieli i spędzić czas wylegując się na niej, nie natykając się na żywą duszę.

Zdecydowanie wybieram to ponad najpiękniejsze plaże wypchane ludźmi, na których nie mam nawet miejsca na swój ręcznik.

slow travel w Grecji

slow travel Grecja

Slow travel w Grecji

Właśnie piszę do ciebie znad kosza świeżych pomarańczy kupionych na przydrożnym straganie. Są tak pyszne i tak soczyste, że mogłabym się żywić jedynie nimi. No… i oliwkami oczywiście. Tak na zmianę.

Wczoraj zamiast zwiedzania przesiedziałam na moim rozkwieconym tarasie robiąc jedynie przerwę na spacer nad morzem. Spędziłam cudowny czas z moją rodziną, która tym razem towarzyszy mi na wakacjach. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, graliśmy w gry, piliśmy greckie wino.

Nie wiem co przyniesie mi jutro. Zobaczymy czy będę leniuchować, spacerować, gotować czy spać. Może spędzę cały dzień na karmieniu kotów, ratowaniu żółwi przechodzących przez drogę i głaskaniu psów kręcących się po ulicy? A może pojadę do zamku Methoni, by spędzić dzień w tym magicznym miejscu?

Na pewno nie znajdziesz mnie w najbardziej obleganej pięciogwiazdkowej restauracji. A jeśli pójdę odhaczać atrakcje turystyczne, zrobię to przed 8 rano, żebym mogła nacieszyć się danym miejscem sama, bez natłoku szalonych turystów z aparatami…

Zapraszam cię też do przeczytania o mojej podróży w rytmie slow na Mauritiusie.