podróżowanie z psem z chorobą lokomocyjną

Podróżowanie z psem z chorobą lokomocyjną

Nasze podejrzenia wcale nie zaczęły się podczas pierwszej wspólnej podróży autem…

…która to miała miejsce w Chinach. Odbywała się tuż po adopcji Molly i jechaliśmy z Szanghaju do naszego domu w Suzhou. Taksówką, ponieważ nie mieliśmy tam swojego auta. Droga trwała dwie godziny, posadziliśmy naszego nowego psa grzecznie na podłodze, żeby pan na nas nie krzyczał, no i się zaczęło… Wymiotowała raz po raz, była cała mokra, uśliniona i zarzygana… Dramat, ale pół biedy; najważniejsze było dla nas, żeby kierowca nie zobaczył, co tam się z tyłu wyprawia. Na szczęście padał deszcz i kiedy podjechaliśmy pod nasz blok, kierowca zatrzymał się w pobliżu kałuży (hurra!). Ja go zagadałam, a Michał szybko wyciągnął wycieraczkę i wyczyścił ją. Nie byliśmy w ogóle przygotowani na to, że na nasz pies może mieć chorobę lokomocyjną. Ba, przez długi czas myśleliśmy, że była to po prostu sytuacja stresowa.

Przez kolejne lata w Chinach poruszaliśmy się skuterem. Molly skuter uwielbiała nad życie, wiatr we włosach, widok na świat, zero wymiotów. Co jakiś czas przemieszczaliśmy się gdzieś autem i wtedy faktycznie od razu ją mdliło. Mimo to, nadal niczego się nie spodziewaliśmy.

A później wróciliśmy do Europy…

Nie pamiętam, jak Molly zniosła podróż z lotniska do naszego domu, pamiętam jedynie, że ledwo się zmieściliśmy do auta z dwoma ogromnymi klatkami z psami i toną bagażu.

Później kupiliśmy samochód, zaczęliśmy poruszać się to tu, to tam i okazało się, że Molly jazdy autem znosi dość kiepsko. Pojechaliśmy więc do lekarza. – Ratunku, pomocy! – Proszę się nie martwić, przyzwyczai się… Wyszliśmy od weterynarza i naprawdę śmialiśmy się, że to dopiero będzie kawał od od losu, że nasz pies będzie miał chorobę lokomocyjną. Samochód to przecież nasz drugi dom! Wszędzie jeździmy autem, całą Europę zwiedzamy samochodem, wszystkie wyspy zaliczamy na czterech kółkach! Po prostu, no taki żarcik od losu.

No żarcik…

Z każdą podróżą coraz mniej wierzyliśmy w to, że Molly się przyzwyczai. Na początku jeździłam zawsze z przodu, prowadził zazwyczaj Michał, a ja na siedzeniu pasażera zawsze jednym okiem patrzyłam, co u Molly. Oczywiście mogliśmy dawać jej tabletki, tak nam też poradził lekarz, ale to nie wchodzi u nas w grę. Na tyle, ile czasu jesteśmy w aucie, nie mogę faszerować jej tabletkami non stop. No cóż, przejechaliśmy już niemal całą Europę, a u niej się nic w tym temacie nie zmieniło. Ten pies po prostu tak ma. Żarcik od losu się udał.

Przygód bywało wiele. Kiedy siedziałam z przodu bardzo niewygodnie było mi podawać jej torebkę, czasem się zagapiłam, trzeba było zatrzymywać się, sprzątać. Aż w końcu stwierdziliśmy, że matka po prostu musi wynieść się też na tył. No i faktycznie, w aucie zapanowała czystość i ogólne zmniejszenie poziomu stresu całej rodziny.

Molly jest już nauczona, sama do mnie przychodzi, kiedy jest jej źle. Wyciągam worek, Molly wkłada do środka głowę, załatwia sprawę i idzie dalej spać. I tak za każdym razem.

podróżowanie z psem z chorobą lokomocyjną

Pies podróżnik z chorobą lokomocyjną

Na szczęście Molly kocha podróże i w ogóle nie przeraża jej samochód. Jest w aucie pierwsza, nawet jeszcze przed bagażami. Jak tylko widzi, że się pakujemy, już jest gotowa do drogi. A mogło być zupełnie inaczej; mogła nie chcieć wsiadać do auta, ze względu na złe skojarzenia, ale ona jest przecież typem zdobywcy, a ci się tak łatwo nie poddają przeciwnościom losu… Molly nie jest zestresowana w aucie, wsiada, kładzie się w legowisku i idzie spać. W pewnym momencie jednak, na zbyt krętych drogach, bądź w centrum miasta, jej błędnik po prostu nie daje rady. I już.

Po czym poznać, że pies cierpi na chorobę lokomocyjną? Zaczyna ślinić się, ziewać i mlaskać. Doświadczona Molly robi do tego wielkie oczy, patrzy na matkę i prosi o woreczek…

Dbanie o auto

W takiej sytuacji, kiedy ma się psa podróżnika chorowitka, należy zadbać nie tylko o psa, ale i o samochód. Tak jak już wspomniałam, nie tylko siedzę z psami z tyłu, by mieć Molly pod kontrolą. Siedzenia wyłożone są matą, którą w razie awarii można wrzucić do prania (z tapicerką nie będzie tak łatwo…), ZAWSZE mam pod ręką woreczki na kupy, które idealne sprawdzają się też jako „woreczki na wymioty”, przydają się też chusteczki higieniczne i chusteczki wilgotne. Nie można zapomnieć o wodzie, ale ta akurat jest ważna nie tylko podczas podróżowania z psem chorym.

Powiesz, jakby była bez jedzenia, to by nie wymiotowała…. Próbowaliśmy wszystkiego. Pusty żołądek, pełen. Mam nawet wrażenie, że ona mniej cierpi, jeśli ma co z siebie wyrzucić, a pusty żołądek dłużej ją męczy. Generalnie nie ma u nas znaczenia czy jest po jedzeniu, czy przed. Znaczenie ma natomiast droga. Jeżeli wyjeżdżamy z domu i wpadamy od razu na autostradę, wtedy zazwyczaj trasa przebiega łagodnie. Najgorzej jest przy wjeździe do miasta. Wtedy zawsze dostaję od Michała zadanie – szukaj parkingu, a ja wtedy zawsze muszę szukać, ale woreczków i chusteczek.

podróżowanie z psem z chorobą lokomocyjną

My 3

Dobrze jest, jak jeździmy wszyscy razem, gorzej kiedy jeżdżę sama. Dlatego też rzadko się sama z dziewczynkami gdzieś ruszałam. Czuję natomiast, że to się zmieni, dlatego że kupiliśmy sobie nową matę do auta. Wcześniej korzystaliśmy z maty rozłożonej na całym tylnym siedzeniu, ale kiedy Molly chorowała, a ja byłam aktualnie za kierownicą, to słabo ten tył i psy wyglądały po dotarciu do celu… Kupiliśmy matę firmy BeBobi, która nie dość, że jest piękna, to robi się takie korytko, z którego dziewczynki się nie wydostają. Są małe i się tam we dwie doskonale mieszczą. Mimo tego, że były zawsze przypięte pasami, to i tak miałam wrażenie, że za bardzo łazikują mi po aucie. Wszystkie trzy czujemy się teraz bardziej komfortowo i spokojniej znosimy nasze dziewczyńskie podróże. A jeżeli przydarzy się Molly jakiś wypadek to matę zawsze można wyprać.

W sobotę pojechałyśmy sobie na poranny spacer nad Jezioro Bodeńskie. Oczywiście całe 30 minut drogi Molly była zdrowa i znosiła dzielnie krętą trasę, natomiast kiedy tylko wjechaliśmy do miasta i ja skupiłam się na światłach, skrzyżowaniach itd., wyleciało jej z brzucha całe śniadanie. Ot podróżowanie z Molly. Wszystko, co trzeba, wrzuciłam po powrocie do pralki i już jesteśmy gotowi na kolejną niedzielną wycieczkę.

podróżowanie z psem z chorobą lokomocyjną

Jak żeś chory to siedź w domu

Wyczytałam dzisiaj w internetach, że jeśli pies choruje, to trzeba zostawiać go w domu… o zgrozo!

Czemu się wkłada ludziom do głowy takie treści? Wszystko się da. Po prostu trzeba się dobrze zorganizować. Być dla psa, zaopiekować się nim w trakcie drogi tak, żeby czuł się komfortowo i heja na podbój świata!

Niezbędnik podczas wycieczki:

  • woreczki
  • chusteczki higieniczne
  • mokre chusteczki
  • woda

Do zobaczenia w trasie!