przyjemności sierpnia

Przyjemności sierpnia w rytmie slow

Ostatni sierpnia zapowiada, jaka pogoda na październik wypada…

Sierpień nie był dobry. Sierpień był pełen łez, smutku i żałoby. Miał być inny. Miał być leniwy i miał obfitować w spotkania z rodziną i przyjaciółmi. Miał być spontaniczny i miał być pełen podróży po Polsce. Stało się inaczej. W sierpniu bowiem pożegnałam swoją babcię, a zaraz potem żegnałam się z jej dobytkiem i z leśniczówką – naszym domem rodzinnym. Było bardzo ciężko musieć rozstać się z wielkim kawałem znajomego mi życia. Rzeczywistością, którą zawsze przyjmowałam, jako stałą. Nadal to wszystko do mnie nie dociera. Ten cały miesiąc jest totalną abstrakcją.

Ale jestem silna. I wiem, że tak po prostu musi być. Wszystko ma swój początek i koniec. Najważniejsze, że jesteśmy wypełnieni pięknymi wspomnieniami, do których należy się uśmiechać i je pielęgnować.

Czy przez te wszystkie wydarzenia mogę nadal uważać, że mój sierpień minął w rytmie slow? Czy nadal, mimo że zawalona robotą i bardzo nieprzyjemnymi doświadczeniami miałam swoje chwile radości, i umiem coś w tym miesiącu docenić? Czy można przeżyć śmierć bliskiej osoby w rytmie slow?

Oj tak… Sierpień to był istny trening wdzięczności. Każda chwila była świadoma i przeżyta w pełnym skupieniu, i każda niemal minuta tego miesiąca minęła Tu i Teraz.

Moje przyjemności sierpnia

Babcia

Uśmiecham się, bo spędziłam z babcią ponad tydzień zanim od nas odeszła. Nie jest to takie naturalne, ponieważ mieszkamy w Niemczech, a do Polski docieramy jedynie kilka razy w roku. Możliwość spędzenia wspólnie tego tygodnia było dla nas czymś wyjątkowym. I był to zdecydowanie rytm slow pełen uśmiechów, opowieści i radości. Starałam się chłonąć każdą chwilę, bo wiedziałam już, że nie będzie ich zbyt wiele.

Z babcią byłam do ostatniego jej oddechu. Nie mogłam się więc lepiej pożegnać i choć doświadczenie gasnącej osoby nie należy do najprzyjemniejszych, ja się cieszę, że było mi dane przy niej być i trzymać ją za rękę. Uśmiecham się, bo odeszła w spokoju. Tutaj nie ma miejsca na żal. Tutaj trzeba cieszyć się z tego, co było nam dane.

Przygotowanie pogrzebu też zaliczam do slow momentów. Z różnych względów musieliśmy pogrzeb odłożyć w czasie i nie odbył się on zaraz po śmierci. Dzięki temu był czas na spokojnie dopracowanie uroczystości pogrzebowej. Stworzenie mowy pożegnalnej, której dla odmiany nie odczytywał ksiądz, czy wywołanie pięknych zdjęć babci. Miała ich tak wiele, że nie wiadomo było, które z nich wybrać. Wspomnieniom nie było końca, a uśmiech i łzy przeplatały się ze sobą w każdej niemal minucie.

Czy sprzątanie dobytku w tydzień po śmierci nie jest okrutne? Jest myślę. Ale nie było innego wyjścia. Godzinami siedząc w naszym domu rodzinnym przekopywałam się przez babcine skarby. Znajdowałam cuda – piękne zdjęcia, jej ulubione apaszki, ukochaną biżuterię czy drogocenne filiżanki. Na tyłach szaf znajdowałam zapomniane dawno magazyny mody z lat siedemdziesiątych, stare zeszyty i dawno zapomniane książki kucharskie. Znalazłam nawet Kalendarz Przyjaciółki z 1958 roku. Nie wspominam już nawet o starych widokówkach czy listach. A ile tam było moich rzeczy z dzieciństwa! Ubranka o rozmiarze dłoni, lakierki i zapomniane już, niegdyś przyjaciółki – lalki. No i moje ukochane resoraki! Przy wielu z tych rzeczy, razem z mamą, zatrzymywałyśmy się i wspominałyśmy. To był czas slow dla nas wszystkich. Nic innego się nie liczyło, nikt inny się nie liczył. Telefony odeszły w niepamięć. Było tylko tu i teraz, pełne wspomnień.

przyjemności sierpnia

Warmia i Mazury oraz Bałtyk

W tym całym zamieszaniu udało nam się wyrwać kilka dni nad jeziorami i jeden dzień nad morzem. Mazury nie miały nam jednak do zaoferowania pięknej pogody, ale dzięki temu Molly i Mei Mei korzystały ze spacerów i cieszyły się z nich bardziej niż miałoby to miejsce podczas upałów. Zatrzymaliśmy się w Olsztynie, który zauroczył nas piękną starówką. Jednego dnia udało nam się też odwiedzić piękne Muzeum Budownictwa Etnograficznego w Olsztynku, o którym możesz przeczytać w jednym z wcześniejszych postów.

przyjemności sierpnia

Spędziliśmy też jeden dzień w Malborku, zamku który od dłuższego już czasu był na naszej podróżniczej liście. Kupiliśmy bilet online, by ominąć kolejki i spędziliśmy piękny dzień krążąc po tym wspaniałym, pełnym historii miejscu. Jeśli jeszcze nie miałeś okazji tam dotrzeć, koniecznie zaplanuj sobie taki dzień przeszłości. To naprawdę niezwykle interesujące miejsce.

przyjemności sierpnia

Będąc już przecież tak blisko morza, nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności zamoczenia stóp w Bałtyku. Pojechaliśmy do Sztutowa, gdzie razem z psami spędziliśmy dzień na słonecznej plaży. O dziwo nie wśród miliona parawanów, a trochę z boku, gdzie było cicho i przyjemnie. Wystarczy ominąć główne wejście na plażę, by móc korzystać w pełni z uroków naszego polskiego morza.

Jedzenie

przyjemności sierpnia

Czym byłby wakacyjny pobyt w Polsce bez typowego wakacyjnego jedzenia i wspaniałych warzyw i owoców? Bób, jagody, borówki, fasolka, śliwki, winogron czy hit hitów – pomidory i ogórki. Gościły na naszym stole niemal non stop. Tym bardziej, że nie było czasu na stanie przy garach, a przygotowanie fasolki czy ugotowanie bobu to jedynie chwila w kuchni.

Sierpień tak obrodził, że każdy przerabiał w domu masę dobrodziejstw i dzielił się z nami swoimi słoikami. Nawieźliśmy ich do Niemiec naprawdę pokaźną skrzyneczkę. Samej nawet udało mi się przysmażyć parę papierówek i zamknąć lato w słoiku. Będzie co otwierać podczas jesiennych i zimowych wieczorów. Dżemy, soki i ogórki. Już nie mogę się doczekać!

przyjemności sierpnia

Chciałabym usłyszeć, o twoich przyjemnościach sierpnia. Oby spędzone przy pięknej pogodzie i z cudownymi ludźmi.

A teraz Hello September, zobaczymy, co ty masz nam wszystkim do zaoferowania…