Mamma Mia

Mamma Mia: Here we go again! Wrażenia z filmu.

Tak spędzam wtorek: przy herbacie i z psem na kolanach, który myśli, że pomaga mi w pracy. Trochę mi ciężko, gorąco i mało wygodnie, ale nie mam serca zrzucić tej istoty, bo przyszło to takie, prosiło o miłość, chciało na kolanka… a później zasnęło i teraz mi tu chrapie.

Kiczowata Mamma Mia

Między jednym chrapnięciem a drugim, piszę dla ciebie o wrażeniach z filmu. Nie wiem czy doszły cię już słuchy, że pojawiła najnowsza wersja Mamma Mia. Ku mojej ogromnej radości okazało się że powstała nowa część tego właśnie musicalu.

Kto z nas go nie kocha? Są tutaj tacy? Może i kicz, może i nie wnosi nic do życia, ale czyż nie chcemy czasem oderwać się od szarej rzeczywistości? Czy nie chcemy czasem przenieść się do kolorowej bajki? Miejsca, w którym zawsze wszystko kończy się dobrze, smutki trwają tylko chwilę, a później znów jesteśmy w raju? Co z tego, że Donna rzuciła wszystko, zamieszkała na wspaniałej greckiej wyspie, w jakimś opuszczonym domu, w ciąży, bez męża i perspektyw na życie, a później i tak się okazało, że wszystko jest super? I że wszyscy mówią w jej języku… I że wszyscy prowadzą bezstresowy slow life… Ojej, no i fajnie. Jak to fajnie nie martwić się o nic choć przez chwilę. 

Mamma Mia w wielu odsłonach

Ja tam jestem ogromną fanką Mamma Mia i wcale nie wstydzę się do tego przyznać. Muzyka ABBY porywa mnie do tańca, jak żadna inna. Myślę, że melodia jest tak skoczna, że nawet największy smutas poruszy nogą w jej takt. Każdy pokaz Mamma Mia daje mi kilka godzin pełnych relaksu, dobrego humoru, uwolnienia się od problemów i zapomnienia o istniejącej za drzwiami rzeczywistości. Pierwszą część Mamma Mia widziałam kilka razy, byłam też na musicalu w Warszawie (zawiedziona przetłumaczonymi piosenkami, których nie mogłam sobie pośpiewać) i w Londynie. To ostatnie to dopiero była bajka! Po obejrzeniu tej części w kinie, znów naszła mnie ochota na powrót do Anglii i pójście do teatru. Cała sala bawiła się, śpiewała, tańczyła wraz z aktorami. Och, ciarki mnie przechodzą na samo wspomnienie, cóż za wspaniałe widowisko!

Mamma Mia

To już 10 lat!

10 lat od pierwszej części filmu, powstaje druga. Dla wszystkich fanów nadeszła upragniona chwila, by poznać losy młodej Donny, przenieść się do 1979 roku i dowiedzieć się, jak to się stało, że Sophie ma trzech ojców.

Amanda Seyfried wydoroślała i stała się piękną kobietą. Wydoroślał też jej filmowy partner. Tatusiowie troszkę się postarzeli, ale nadal cechuje ich ogromny dystans do siebie i roli, którą mają do odegrania. Tworzą zgrabnie niezgrabne trio, co pokazali w obu częściach. Za każdym razem nachodzi mnie fala śmiechu widząc, jak poruszają się w rytm muzyki. Na ekranie zabrakło w tej części Meryl Streep, która pojawia się jedynie na krótką chwilę.

Niesamowitym zaskoczeniem za to, była dla nas nowa postać filmu – Babcia, którą jest… aaaa nie powiem, choć pewnie dojrzysz ją na każdym plakacie. Może jednak, tak jak i my nie będziesz przyglądać się obsadzie przed pójściem do kina i będziesz mieć wielkie WOW podczas seansu. Przyznam jednak, że największe wrażenie zrobiła na mnie nie tyle Babcia, co jej plastikowa twarz… Niełatwe zadanie miała Lily James, która wcieliła się w rolę Donny sprzed lat. Według mnie jednak bardzo dobrze odegrała tę rolę. Na wszystkich aktorów grających w filmie po prostu patrzy się z przyjemnością, bo widać, że przyjemnością dla nich było wzięcie udziału w tym musicalu. Z ekranu bije ogrom pozytywnej energii i czuć zabawę, jaką musieli mieć aktorzy na planie. Nie ma tam nic sztucznego, no może poza twarzą Babci… 

To jak to jest z tą drugą częścią?

Druga część jest według mnie mniej wesoła od pierwszej. Jest bardziej nostalgiczna i więcej w niej smutnych historii. Łza kręci się w oku częściej, niż przy oglądaniu części pierwszej. Brakowało mi dobrych hitów w trakcie filmu, choć finał, z nutką parodii, zdecydowanie podbił moje serce, czułam niedosyt. Reżyser postarał się o świetną kontynuację hitu sprzed dziesięciu lat. Przeboje ABBY wkomponowane zostały jak zwykle genialnie w treść filmu. Czytałam w internecie opinie o odgrzewanych kotletach, ja tego tak nie odebrałam. Zawsze trudno jest przebić część pierwszą. Wiadomo, kontynuacje są zawsze porównywane do części, które na stałe zakorzeniły się już w naszych głowach, jednak część druga nie jest zła. Ten film to idealna rozrywka na lato, bądź na ponure jesienne wieczory. Film pełen radości i pięknych rajskich widoków. 

Ja byłam na seansie w Niemczech, ale chyba wybiorę się w Polsce jeszcze raz. Film Mamma Mia: Here We Go Again! wejdzie na ekrany polskich kin już za kilka dni – 27 lipca 2018.

Mamma Mia mi się chyba nigdy nie przeje. To co, kto idzie do kina?