Krzysiu, gdzie jesteś

Krzysiu, gdzie jesteś? Wrażenia z filmu.

Odnajdź w sobie dziecko

Przyznam szczerze, że nigdy nie należałam do fanów Kubusia Puchatka, wygrywała raczej Myszka Miki i pies Pluto lub Tom i Jerry. Z Kubusiem Puchatkiem nie było mi jakoś po drodze… bo ten Prosiaczek zawsze taki smutny i przestraszony, o Tygrysa zawsze się obawiałam, że zrobi sobie krzywdę z tym swoim hopsaniem, a Kubusiowi zawsze spadał słoik z miodkiem na głowę albo coś w tym stylu. W każdym razie zdecydowanie nie była to bajka mojego dzieciństwa.

Kiedy jednak usłyszałam, że powstał film, bardzo chciałam go zobaczyć. Okazja ta nadarzyła się podczas pobytu w Polsce. Zabrałam na film moją chrześnicę i sama nie wiem czy ona miała taką wielką frajdę z tego filmu, jak ja, ale ja byłam zachwycona!

Urocze zwierzaki

Przede wszystkim, stworzone postaci Kubusia, Prosiaczka, Maleństwa, Tygrysa czy Kłapouchego są naprawdę PRZEUROCZE. A Kubuś jest naprawdę misiem o tak małym rozumku, że chciałoby się go po prostu wziąć do domu i przytulić. W ogóle to nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że takiego Kubusia to sami mamy w domu w postaci Mei Mei. Ona jest takim naszym pieskiem o małym rozumku i patrzy takimi ślipiami, jak Kubuś… 

Krzysiu, gdzie jesteśKrzysiu, gdzie jesteś?

Film „Krzysiu, gdzie jesteś?” reżysera Marka Forstera, w którym główną rolę dorosłego Krzysia zagrał Ewan McGregor, wypadł fantastycznie. To historia dorosłego już Krzysia posiadającego rodzinę – żonę i kilkuletnią córkę. To taka historia, która idealnie wpisuje się w tematykę mojego bloga. Film opowiada bowiem o codziennej gonitwie w pracy, o stawaniu na głowie, żeby wywiązać się ze wszystkich możliwych obowiązków. Najczęściej dzieje się to niestety kosztem najbliższych. Wykonując zadania i odhaczając swoje listy to-do, zapominamy o tym, co powinno być właściwie w życiu najważniejsze, czyli rodzina i chwila dla siebie.

Nie będę tutaj opowiadać fabuły, wystarczy że powiem, że Krzyś w tym właśnie natłoku obowiązków zapomniał, kim był, zapomniał całkowicie o swoim dzieciństwie, zapomniał co jest dla niego ważne. I wtedy właśnie zjawia się Kubuś. To on wraz ze starymi przyjaciółmi ze Stumilowego Lasu powoli pozwalają mu sobie o tym przypomnieć.

W filmie oczywiście nie nie brakuje zabawnych momentów i naprawdę podczas seansu jest tak, że gula w gardle przeplata się ze śmiechem i łzy napływające do oczu za chwilę znikają, bo cała sala śmieje się w głos. Wyobraź sobie zwierzaki ze Stumilowego Lasu, które wpadają do centrum Londynu na ratunek Krzysiowi: Kłapouchy, dla którego to wszystko jest po prostu za dużo, Tygrys ze swoim milionem pomysłów na sekundę czy Prosiaczek, który wszystkiego się boi.

Krzysiu, gdzie jesteś

Film familijny dla każdego

Ten film jest po prostu bardzo przyjemnym kinem familijnym i jestem przekonana, że coś wyniosą z niego wszyscy. Najwięcej chyba jednak dorośli. Film ten jest dla dużych, którzy po obejrzeniu go może zatrzymają się na chwilę i zastanowią czy są szczęśliwi, czy po drodze nie zgubili gdzieś własnego ja. Jest to zdecydowanie film, który porusza emocje. Wszyscy znamy przecież powiedzonka Kubusia, które zawsze chwytają za serce, a w filmie ich nie brakuje – nieraz wywołują one to uśmiech, to wzruszenie na twarzy. No i ten słodziak Kłapouchy z swoimi najlepszymi tekstami świata. 

Gdybym była w Polsce, to poszłabym chyba na ten film jeszcze raz. Wiedząc, czego się spodziewać, miałabym jeszcze więcej czasu na rozmyślanie o życiu podczas seansu. 

W polskiej wersji językowej usłyszymy m.in. Tomasza Kota, Katarzynę Maciąg, Wiktorię Woźnicką, Macieja Kujawskiego czy Mirosława Zbrojewicza i Tadeusza Sznuka.

Disney po raz kolejny stanął na wysokości zadania. To mądry film. Cała historia jest oczywiście banalna, ale czy ma to znaczenie, jeżeli seans dostarcza nam rozrywki przez ponad półtorej godziny i ani przez chwilę nie myślimy o wyjściu z kina?